BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

czwartek, 30 grudnia 2010

Gaara and Sai- Burza

Ekche..
Tak, wiem- nic mnie nie usprawiedliwia, że tak długo nie dodałam notki .
Zresztą racja- powód był idiotyczny: Po prostu nie miałam czasu jej przepisać na Worda x.x
Jak przez ponad dwa miesiące mogłam go nie mieć ? Po prostu jakoś tak dziwnie wyszło. . .
No więc kolejne wielkie Gomen i z racji, że tak mi z tym wszystkim wyszło dzisiaj zamieszczę to, co już mam napisane (Gaara x Sai- Burza)

Tak, wiem- znowu zaczynam nowy cykl, a poprzednich nie mogę skończyć, ale niestety teraz tak wyszło i stwierdziłam, że lepiej dodać to, niż nic :3

Jak znajdę kogoś do przepisywania notek, to będę je zamieszczać częściej xD

Przyjmuję zgłoszenia =^. ^=

No i oczywiście, zapraszam do czytania ;)

YoAne

***

Była noc. Gaara leżał na łóżku, wpatrując się w wykrojony księżyc za oknem. Mleczne światło przeświecało przez firanki i tworzyło rozciągnięte smugi na jasnej, drewnianej podłodze. Na szczęście nie było pełni… Miał całą długą noc na rozmyślania. Cztery ściany przydzielonego mu pokoju pomalowano na kolor ciemnej zieleni. Tak bardzo było to odmienne od piaskowych ścian w jego rodzinnej wiosce. I nie tylko ściany się różniły. Wszystko było tu inne.

„Może i lepsze…”- pomyślał.

Gdyby mógł, zostałby tu na zawsze. Ale to było niemożliwe. Na swoje nieszczęście był synem Kazekage Wioski Piasku, który właśnie niedawno zmarł. Teraz on musiał wrócić i przejąć po nim to stanowisko. Wszyscy tego po nim oczekiwali. Westchnął ze smutkiem. Jeszcze tylko tydzień.

Nie chciał wracać do wioski. Tu było tak genialnie… i zielono.

Co prawda w jego wiosce też były piękne miejsca, ale nie miały one aż takiego uroku, jak tutaj. Na pewno najbardziej będzie mu brakowało drzew, które w jego domu rosły w ilościach minimalnych, a do tego daleko poza wioską. Poza tym, gdy zostanie już Kazekage, nie będzie miał czasu nawet pomyśleć, a co dopiero siedzieć i wgapiać się w księżyc.

Wiedział, że musi wrócić. Nie miał przecież innego wyjścia.

Zmienił pozycję, opierając głowę na rękach i nadal wpatrując się zamyślonym wzrokiem w okno. Pierwszy raz od już dość dawna poczuł się tak bardzo samotny. I najgorsza była ta tęsknota. Ściskała jego serce, sprawiając, że cierpiał. Głęboka, niezaspokojona tęsknota za… Za czym? Nie mógł tego określić. Po prostu tęsknił.

Nagle do jego pokoju wszedł czarnowłosy chłopak z nienaturalnie bladą cerą. Widząc, że Gaara wpatruje się w niego wyczekująco, zawahał się, ale po chwili podszedł bliżej.

Jak on miał na imię? Ach, tak- Sai. Naruto kiedyś o nim wspomninał…

- Tsunade Cię wzywa jutro, z samego rana.- odezwał się.

-W jakiej sprawie?- spytał niezbyt zaciekawiony rudy.

Chłopak pokręcił głową.

- Nie wiem.- odparł- Kazała Ci przekazać tylko to.

Gaara westchnął. Pewnie czeka go kolejna góra papierów do wypełnienia.

- Usiądziesz?- spytał czarnowłosego, raczej z grzeczności, niż ze szczerej chęci.

Chłopak nadal stał nad nim, wpatrując się w niego czarnymi oczami. Niechętnie musiał to przyznać, ale był naprawdę przystojny. Przez jego mózg nagle przepłynęła naprawdę dziwna wizja…

Po chwili jednak ciemnowłosy powoli podszedł do łóżka i usiadł. W pokoju zapanowało milczenie. Na zewnątrz zaczął wiać wiatr a krople deszczu rytmicznie uderzał w okno. Nagle twarz rdzawowłosego oświetliło jasne światło a zaraz potem usłyszeli grzmot.

Sai nie lubił burzy. Zawsze wtedy czuł jakiś dziwny niepokój. Zadrżał i spojrzał na siedzącego obok niego chłopaka. Jego twarz była nieludzko spokojna a oczy wpatrywały się w ścianę.

Nagle czarnowłosy przypomniał sobie słowa z poradnika, który właśnie niedawno przeczytał.

„Jeśli się boisz (załóżmy np. burzy, ciemności, czy czegokolwiek innego) nie wahaj się o tym powiedzieć ukochanemu. Jeszcze lepszy efekt osiągniesz, gdy się do niego przytulisz.”

Na zewnątrz wiatr zaczął zawodzić coraz głośniej a ciężkie krople deszczu uderzały o szyby.

„Ukochanego…”- pomyślał, rozglądając się dookoła.

Obok niego siedział tylko Gaara, wpatrując się z obojętną miną w okno.

„Tak. To na pewno o niego chodzi!”- pomyślał z satysfakcją, że tak szybko się tego domyślił.

Przysunął się więc do niego. Materac cicho zaskrzypiał, ale czerwonowłosy nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. Całą jego uwagę pochłaniał krajobraz za szybą.

-Gaara…- zaczął cicho, gdy kolejny grzmot uderzył zastraszająco blisko pokoju, w którym się znajdowali.- Gaara, ja się boję…

Tym razem chłopak zareagował. Obrócił głowę w jego stronę i teraz wpatrywał się w niego turkusowymi oczami. Z jego twarzy nie można było wyczytać żadnych emocji. Przez chwilę żadne z nich się nie ruszyło. Czarnowłosy postanowił więc przejść do następnego punktu programu. Przysunął się jeszcze bliżej i objął Gaarę w pasie. Chłopak szybko się odsunął, odpychając jego rękę.

- Co ty robisz?!- prawie krzyknął.

Sai był zdezorientowany. Przecież wszystko zrobił dobrze. Tak było napisane w tym poradniku… Zaraz, jaki on miał tytuł? Przed oczami stanęła mu różowa okładka i fioletowe, pochyłe litery układające się w napis „Poradnik flirtu- Czyli jak dziewczyna ma się zachować na randce”

„O, cholera… - pomyślał, szybko odsuwając się od Gaary- Nie ma to jak świetna spostrzegawczość. Ja przecież nie jestem dziewczyną!”

-Ja…- powiedział- Przepraszam. Pomyliłem się.

- Jak to się pomyliłeś?- spytał rdzawowłosy, patrząc a niego z wyraźnym zainteresowaniem.

- No bo ja…- zawahał się- Zresztą nie ważne…

Nie wiedział, jak ma mu to wyjaśnić. Przerwał więc i milczał. W pokoju zapanowała bardzo niezręczna cisza.

- To może ja już pójdę…- dodał nadal zmieszany, podnosząc się z łóżka.

Nagle Gaara szybkim ruchem chwycił go za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Czarnowłosy stracił równowagę i upadł prosto na niego. Teraz ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.

- Nigdzie nie idziesz.- powiedział stanowczo Jasnooki.

- A-ale ja…- zaczął protestować Sai, ale Gaara zamknął mu usta pocałunkiem. Próbował się wyrwać, ale czerwonowłosy trzymał go za oba nadgarstki i najwyraźniej nie zamierzał puścić. Rdzawowłosy zaczął robić mu malinki na szyi. Przestał się opierać. To było… przyjemne. Na ustach Gaary pojawił się uśmiech.

- Jesteś mój. - wyszeptał mu do ucha, jednocześnie ściągając z niego koszulę.Chłopak zadrżał. W pokoju nie było za ciepło.

- Z- zimno mi- jęknął.

- Zobaczysz, zaraz się rozgrzejesz.- powiedział z kolejnym zniewalającym uśmiechem Gaara.

Puścił jeden nadgarstek czarnowłosego i przesunął powoli palcami po jego torsie. Sai zadrżał, ale już nie z zimna. Szczerze mówiąc, coraz bardziej mu się to podobało.

Wtem do pokoju wparował Naruto, wrzeszcząc na cały regulator:

-Gaara! Tsunade cię wzyw…- urwał na widok Saia bez koszulki i całującego go właśnie w usta Gaarę. Rudy odwrócił się do niego z miną „wyjdź- stąd- proszę”. Blondyn przez chwilę gapił się z otwartymi ustami na zaobserwowaną scenę, wyraźnie zdziwiony.

-Ja… To ja już może pójdę…- wymamrotał niezbyt inteligentnie i wziął strategiczny odwrót.

W pokoju zapadła martwa cisza. Żaden z nich nic nie powiedział. Sai odwrócił się i spojrzał w oczy rudego. Na jego policzkach widniały purpurowe rumieńce.

- Może lepiej idź.- powiedział cicho, odwracając wzrok- Tsunade nie lubi na nikogo czekać.

Czerwonowłosy westchnął. Wyraźnie się wahał.

- Spotkamy się jeszcze?- spytał z nadzieją w głosie.

- Na pewno.- obiecał czarnowłosy.

Rudy wstał i poszedł w kierunku łazienki, doprowadzić do porządku swój „Twórczy nieład” na głowie.

Sai usiadł, bezwiednie wpatrując się w przeciwległą ścianę. Zadrżał i założył z powrotem swoją trochę wymiętą koszulkę.

Czy to możliwe, że on go kochał?

Coś podobnego czuł kiedyś do Naruto, ale ogarniające go w tej chwili uczucie było znacznie silniejsze. Czuł się, jakby wypił co najmniej trzy butelki wina. A najgorsze, że w żadnym podręczniku nic o tym nie napisali…

Podniósł się powoli i podszedł do okna. Deszcz nadal bębnił o szyby a niebo nadal rozjaśniało się co chwilę smugami światła. Woda kapała z płatków kwitnącej wiśni, za oknem. Nie chciał wracać do swojego pustego pokoju.

Usłyszał za sobą trzaśnięcie drzwiami. Obrócił się. Jego oczom ukazał się Gaara ze szczoteczką do zębów w ręce.

- Muszę już iść.- powiedział, zmierzając w stronę drzwi.

Czerwonowłosy podszedł do niego i objął go w pasie.

- Możesz przyjść do mnie, kiedy tylko zechcesz.- wyszeptał mu do ucha- Pamiętaj o tym.

Na bladej twarzy Saia pojawił się rumieniec.

- Przyjdę.- powiedział patrząc prosto w te cudowne, szmaragdowe tęczówki.

Rudy zbliżył swoje wargi do jego i pocałował go na pożegnanie. Czarnowłosy poczuł przyjemny dreszcz. To było… podniecające. (Cały Sai...- dop. od autorki)

Stali tak jeszcze przez chwilę, obejmując się. Żaden z nich nic nie powiedział.

W końcu ciszę przerwał czarnowłosy.

- Żegnaj.- powiedział, delikatnie odsuwając rdzawowłosego i poszedł w kierunku drzwi.

- Będę czekał.- Odparł tamten z szerokim uśmiechem.

- Ja.. Na pewno przyjdę…- powiedział cicho czarnowłosy i wyszedł.

Gaara siadł na łóżku, wsłuchując się w miarowy szum deszczu.

„Co za dzień…”- pomyślał, przymykając lekko kocie oczy.

***

CDN

(Kiedyś)


poniedziałek, 11 października 2010

Sasuke and Naruto- "Spadające liście" część 3

Gomen, gomen i jeszcze raz gomen, ale ostatnio miałam taki rozgardiasz ze wszystkim, że kompletnie zapomniałam o notce x.x
Więc proszę was o wybaczenie i nie mordowanie, bo oto dzisiaj postanowiłam zamieścić na tymże oto blogu...
Oj, dobrze- koniec mowy wstępnej. Reasumując zapraszam do czytania kolejnej części SasuNaru :D
Ach, informacja dla raiah- Cykl o Meijim co prawda mam już prawie napisany, ale zamieszczę go na blogu duużo później .
I nie będzie to yaoi :P


No więc, miłego czytania .


YoAne


***


Jednak sytuacja, jaką zastał po przekroczeniu progu, gwałtownie zmieniła jego nastawienie do otaczającego go świata.

Na puszystym, zielonym dywanie, obrócony brzuchem do góry, leżał Shiro, wpatrując się w niego lekko przymrużonymi oczami.

Dalej krajobraz nie był już taki idylliczny.

Na kanapie, dywanie i podłodze walały się szczątki jego ulubionej paprotki.

Od razu wiedział, kto był temu winien. Spojrzał wyzywająco na Shiro.

Kocur odpowiedział mu zdziwionym spojrzeniem.

To nie ja. Sama spadła.

Rzeczywiście, sierść kota była idealnie czysta, co poddawało wątpliwości jego rzekomą winę. Jednak blondyn nie dał się na to nabrać. Mógł się założyć, że po dokonanej zbrodni ta paskuda poświęciła co najmniej godzinę na zacieranie śladów.

- To co? Może kosmici przylecieli i ją zrzucili, co?- spytał sarkastycznie Naruto.

„Całkiem możliwe”- zdawały się mówić oczy Shiro.

Chłopak już nie wytrzymał.

- Dobrze wiem, że to ty!- krzyknął- Ja Ci kupuję jedzenie, głaszczę Cię, zapewniam Ci lokum, a ty mi się tak odpłacasz?!

Kocur spojrzał na niego, jak na wariata i wrócił do przerwanej toalety.

„Ze mną już jest chyba naprawdę źle, skoro gadam do kota…”- pomyślał nieszczęsny Uzumaki, siadając ciężko na najbliżej stojącym fotelu.

W tej samej chwili Shiro zaczął węszyć w powietrzu i radośnie miaucząc, pobiegł w kierunku torby z zakupami.

- Teraz chcesz jedzenia, tak?- kocur spojrzał na niego błagalnym wzrokiem- No to sobie poczekasz.- odparł nadal wkurzony blondyn i ostentacyjnie obracając się do niego tyłkiem, poszedł na górę.

„Taak? No to jeszcze zobaczymy.”- pomyślał posiadacz miodowych tęczówek, odprowadzając go wzrokiem.

Jednak po chwili, dobiegające z kuchni hałasy zmusiły go do kolejnego zejścia na dół.

Na posadzce leżał fiskus, którego dostał od Tsunade a obok niego, z miną niewiniątka siedział Shiro.

- No nie! Tego już za wiele!- wydarł się Uzumaki i wziął kota na ręce.

Kocur protestował ze wszystkich sił, wiedząc, co jego pan zamierza zrobić, ale nawet jego pazury nie powstrzymały Naruto, który, gdy tylko doszedł do łazienki, wrzucił Shiro do środka i zamknął drzwi.

Z wewnątrz dobiegł go żałosny miauk.

- O, nie,- powiedział głośno blondyn- Nie weźmiesz mnie na litość. Możesz sobie miauczeć, ile tylko chcesz.

Cisza.

„Nareszcie będę miał trochę spokoju…”- pomyślał uśmiechnięty Naruto, idąc z powrotem na górę.

Shiro jednak, najwyraźniej miał zupełnie inne plany, gdyż, gdy tylko chłopak zdołał ułożyć się wygodnie na łóżku i zamknąć oczy, z dołu, a dokładniej z łazienki dobiegła go kakofonia dźwięków, zdolna obudzić umarłego. Wściekły blondyn o mało się nie zabijając, zszedł ze schodów i pobiegł w kierunku, z którego dobiegały.

Nacisnął klamkę i otworzył drzwi na oścież.

Okazało się, że sprawcą zamieszania jest Shiro, cały mokry, udekorowany pastą do zębów oraz pianką do golenia i patrzący na niego złotymi tęczówkami, spod skłębionej sterty papieru toaletowego.

Chłopak nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.

Z jednej strony jego łazienka wyglądała, jak po przejściu cyklonu a z drugiej nigdy jeszcze nie widział tego kota w tak pociesznej sytuacji.

Na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Kocur spojrzał na niego z niemym wyrzutem w oczach.

O, tak. Zdecydowanie warto było przecierpieć te dwa lata tyranizacji, żeby to zobaczyć…

Nieszczęsna mieszanina akcesoriów łazienkowych wydała z siebie żałosne miauknięcie. Mimo wszystko blondynowi zrobiło się żal kota.

„A jemu to niby nie było żal, jak Ci rozwalił paprotkę?”- odezwała się ta wredniejsza strona jego psychiki.

„Może zrobił to niechcący?”- wepchnęła się ta lepsza.

„Och, tak. Na pewno. Ale z Ciebie debil!”

„Może i tak, ale zobacz, jak on teraz wygląda. Nie zasłużył sobie na to…”

„Masz rację. Zasłużył na coś o wiele gorszego.”

„Czy ty w ogóle nie masz litości? Zobacz na niego. Jest przerażony.”

„Nie, nie mam, a ty…”

Tę burzliwą dyskusję przerwał sam Uzumaki.

- No dobrze, już dobrze.- powiedział zrezygnowany i podszedł do Shiro z zamiarem zakończenia tej jakże upokarzającej dla biednego kota sytuacji.

Po chwili z łazienki dobiegły nieludzkie wrzaski, przeplatane przekleństwami, które po chwili przeistoczyły się jedynie w ciche jęki.

Shiro trzeba było przecież wykąpać.

Po dłużącej się w nieskończoność godzinie, Naruto wyszedł z łazienki, niosąc owiniętego ręcznikiem, całkowicie zrezygnowanego kota.

Jego oczy wyrażały wstyd i upokorzenie.

Pozwolił się zanieść blondynowi na kanapę i nawet się nie ruszył, gdy chłopak zaczął go suszyć suszarką.

Po wyjściu z łazienki Naruto nie wyglądał dużo lepiej. Na niedawno jeszcze suchym ubraniu widniały tajemnicze plamy po przeróżnych łazienkowych specyfikach. Na jego rękach można było dostrzec czerwone szramy. Twarz blondyna była blada, ale oczy wyrażały satysfakcję, a usta układały się w lekki, triumfalny uśmiech. Niebieskooki wyłączył na chwilę „maszynę tortur” i odszedł kawałek od kanapy. Zmierzył wzrokiem rozczochranego Shiro i wybuchnął śmiechem.

Kocur rzucił mu iście mordercze spojrzenie.

„No i na co się gapisz? Ty sam lepiej nie wyglądasz.”

Uzumaki nadal tarzał się po podłodze, nie zwracając kompletnie uwagi na Shiro, siedzącego na kanapie z miną Mony Lisy.

- Ja… nie… mogę!- wysapał ze łzami w oczach.

Kocur się nie poruszył. Ta cała sytuacja zdecydowanie uwłaczała jego godności, więc w obecnym położeniu postanowił zachować resztki honoru.

Po chwili, gdy już całemu czerwonemu na twarzy Naruto udało się opanować, z ironicznym uśmiechem powrócił do przerwanego zajęcia, jakim było suszenie kota, co chwile chichocząc pod nosem.

Cała operacja poszła szybko, choć nie do końca bezboleśnie (przypalone wąsy i kolejne zadrapania na ręce) i godzinę później blondyn, gwiżdżąc głośno kierował się w stronę prysznica na zasłużoną kąpiel.


***


CDN