BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

wtorek, 23 marca 2010

Ostatnia Nadzieja

No i wreszcie moja druga notka której co poniektórzy tak wyczekiwali. Jako pierwsze postanowiłam dodać jedno z krótszych i też może nie najlepsze moje opowiadanie aczkolwiek jedno z moich ulubionych... Pisałam je kiedy miałam lekkie załamanie nastroju więc nie radzę tego czytać optymistom bądź tym, którzy akurat mają dobry humor gdyż to może im go skutecznie popsuć...

Przed tekstem zamieszczam link do piosenki przy której pisałam...

http://arek22161290.wrzuta.pl/audio/9wkY7naCYjM/requiem_for_a_dream_-_orchestral_version

***

Ostatnia Nadzieja

Szła przez ciemny korytarz starej zrujnowanej świątyni. Na podłodze leżały zgasłe już dawno, zardzewiałe świeczniki a przez to co zostało ze ścian przeświecało blade światło księżyca. W świątyni panowała wszechogarniająca cisza zagłuszana tylko jej krokami na marmurowej posadzce. Dziewczyna zaczynała się bać ale szła dalej nie zważając na nic. Wtem usłyszała dobiegającą z oddali muzykę i czyjeś szepczące głosy.

„ Nie poddam się. Odnajdę Cię”- powtarzała sobie w duchu.

Przesunęła dłonią po ścianie z czarnego marmuru i posuwała się nadal korytarzem. Przeszła przez rozwidlenie wybierając na ślepo drogę. Gotowa była błądzić po tych korytarzach byle tylko go znaleźć, dowiedzieć się czemu ją opuścił a potem umrzeć...

Gdy minęła następne skrzyżowanie muzyka się nasiliła. W prawym korytarzu ujrzała w oddali błękitne światło. Poszła w tamtą stronę. Gdy doszła do końca drogi wyszła na otwartą przestrzeń. Zobaczyła przed sobą martwy ogród pełen czarnych róż a gdy spojrzała w górę dostrzegła świecący jasno księżyc, który oświetlał jej bladą twarz i kruczoczarne włosy. Gdy przeszła parę kroków uświadomiła sobie jak bardzo jest zmęczona. Spojrzała na swoje poranione dłonie i suknię w strzępach. Upadła na kolana a po jej policzkach popłynęły łzy.

„Nie mam już siły iść dalej... Wybacz...”

Wpatrywała się z rozpaczą w blade oblicze księżyca. Nic już nie miało dla niej wartości, nic już nie czuła. Ostatkiem sił wstała. Nadal słyszała tę samą muzykę, lecz teraz była ona głośna i wyraźna. Mogła nawet rozróżnić pojedyncze słowa ale nic nie rozumiała. I dobiegała... z ogrodu. Nie wiedziała, czy już traci rozum czy to prawda ale miała wrażenie, że każda róża wręcz promieniowała tą muzyką. Ogarnęła ją kolejna fala zmęczenia. Miała wrażenie jakby cały ten ogród żył. I choć jej oczy dostrzegały tylko martwe zgliszcza ona czuła, że to tylko pozory. Ogarnęła ją senność. Mogła przysiąc, że słyszy głosy. Z początku były one delikatne i kojące ale teraz stawały się coraz głośniejsze i bardziej natarczywe. Zaczęło jej się kręcić w głowie i całą siłą woli powstrzymywała się, żeby nie upaść. Nie miała siły już dłużej się przeciwstawiać, ale coś w jej duszy nie pozwalało jej się poddać. Z całych sił jakie jeszcze jej zostały zacisnęła dłonie w pięści. Poczuła coś ciepłego i mokrego spływającego jej między palcami. Gdy spojrzała na dół ujrzała pod swoimi stopami powiększającą się kałużę krwi.

„Walcz!”- powtarzał głos w jej duszy- „Walcz! Nie wolno Ci się poddać!”

„Nie mam już siły...”

Teraz pragnęła już tylko upaść i umrzeć.

W tej chwili zobaczyła postać wychodzącą z korytarza naprzeciwko niej. Twarz miała ukrytą pod kapturem a czarna szata w którą była ubrana opadała prawie do ziemi. Zmierzała wyraźnie w jej stronę.

- Kim jesteś? - wyszeptała ze strachem ledwo stojąc na nogach

Nie usłyszała odpowiedzi. Postać sięgnęła bladymi, szczupłymi dłońmi do kaptura. Gdy go zdjęła oczom dziewczyny ukazała się piękna twarz młodzieńca. Miał on wyraźnie zarysowane usta, szkarłatne włosy i czarne oczy. Gdy się mu dokładniej przyjrzała dostrzegła spiczaste uszy.

„ To przecież... Celestin!”

Dziewczynę ogarnęła masochistyczna radość. Wreszcie go znalazła. Chciała do niego podejść ale coś ją wyraźnie od tego powstrzymywało. W oczach chłopaka było coś mrocznego i nieprzyjemnego.

- Zmieniłeś się... – powiedziała

Uśmiechnął się. W tym uśmiechu było coś dziwnego... Gdy uświadomiła sobie co to jest nogi się pod nią ugięły. Chłopak miał ostre, wydłużone kły a gdy się uważniej przyjrzała jego dłoniom dostrzegła, że są zakończone pazurami. Patrzył na nią wygłodniałym wzrokiem.

-Celestin? Powiedz, że to nie ty!- krzyknęła zrozpaczona- Czemu to zrobiłeś?!

Cofnęła się ale on też postąpił krok w jej stronę. Odsunęła się jak najdalej mogła, ale gdy poczuła za sobą wilgotną ścianę muru uświadomiła sobie, że już nie ma ucieczki. Zbliżał się coraz bardziej. Dziewczynę ogarnął paniczny strach. Jego kocie ruchy sprawiały, że przypominał panterę gotową w każdej chwili zaatakować. Przejechał językiem po rzędzie śnieżnobiałych zębów.

- Celestin, to ja! – krzyknęła a po policzkach pociekły jej łzy- Opamiętaj się!

Spojrzała na niego, ale jej przyjaciel najwyraźniej jej nie poznawał. Był już zaledwie parę metrów od niej i szykował się do skoku. Wiedziała, że nie ma najmniejszych szans na ucieczkę. Dogoniłby ją bez trudu.

Zamknęła oczy czekając na cios.

Wtem usłyszała świst w powietrzu a gdy otworzyła oczy ujrzała strzałę wystającą z piersi jej przyjaciela. Chłopak zatoczył się i upadł. Zapomniała o wszystkim. Nie zważając na niebezpieczeństwo podbiegła do niego, ale w połowie drogi powstrzymał ją czyjś głos.

- Stój! On Cię zabije.

Spojrzała w tamtą stronę i ujrzała swojego przyjaciela. Żywego. Uśmiechnął się do niej.

Zdezorientowana dziewczyna popatrzyła na leżącą na ziemi postać.

- Naya... To ja- powiedział chłopak

- Ale przecież...- zaczęła

-Zobacz- wskazał ponownie tam gdzie leżało ciało.

Gdy spojrzała we wskazane miejsce ujrzała tylko czarną plamę.

- Dziękuję...- wyszeptała- Gdyby nie ty...

Podszedł do niej i ją przytulił. Poczuła, że znowu płacze. Tak bardzo na to czekała.

Spojrzał na jej potargane włosy, wychudzoną twarz i podkrążone oczy i w jego oczach dostrzegła rozpacz.

- Co ty sobie zrobiłaś...

-Szukałam Cię...- odparła

Nagle poczuła, że nie ma siły już dłużej stać. Osunęła się ale on ją złapał i wziął na ręce.

- Zabiorę Cię stąd. To nie jest bezpieczne miejsce...- powiedział

Zaczęło jej się coraz bardziej kręcić w głowie a przed oczami pojawiły się czarne plamy.

- Teraz mogę umrzeć- wyszeptała- Wreszcie Cię znalazłam...

Na jej twarzy pojawił się błogi uśmiech i osunęła się w ciemność.

***


Nie wiem czy będę to jeszcze kontynuować czy po prostu zakończę w formie opowiadania... Jeśli ktoś ma jakieś sugestie to piszcie na gg- 470068

***