No i znowu wracam do pisania... Przez ostatnie dni internet mi strajkował, więc dodaję tę notkę dopiero dzisiaj. Oprócz tego ostatnio naszła mnie wena i zrobiłam także pewne poprawki poprzednich tekstów. Co prawda wnioskuję raczej, że nikomu nie będzie się chciało do nich zaglądać, ale jeśli znajdzie się ktoś tak miły i jednak to zrobi a także przekaże mi swoje ewentualne uwagi, będę wdzięczna...
Yo Ane
***
Akiro wyszedł. Chłodny wiatr owiał mu twarz. Wzdrygnął się gdy poczuł zimno ogarniające jego ciało. Zmierzał na zachód, w stronę Długiego lasu. Popatrzył na niebo. Ciemne chmury zbliżały się coraz bardziej gnane gwałtownymi podmuchami wiatru.
„Muszę się pospieszyć…”- pomyślał przyspieszając kroku.
Szedł tak przez chwilę nie myśląc o niczym, oprócz otaczającej go przyrody. Właściwie prawie o niczym… Jedna myśl, co chwilę burzyła jego poukładany porządek świata, który co chwilę próbował stworzyć od nowa.
„Unai…”
Ta jedna osoba co chwilę zaprzątała jego myśli, choćby nawet ze wszystkich sił starał się ją wyprzeć ze swojej świadomości.
Czemu o nim myśli?
W oddali zaczął już majaczyć cień rozciągającego się wzdłuż horyzontu lasu . Nie bez powodu był on nazywany „Długim”. Z punktu widzenia potencjalnego obserwatora zajmował prawie cały horyzont.
Nagle przypomniał sobie, że miał nazbierać ziół…
„… dla Unaia”- dokończył w myślach
Miał dosyć. To już się przerodziło w jakąś obsesję. Myślał o nim praktycznie co trzy sekundy! Może to dlatego, że się o niego martwił? Tak, to na pewno to… Po prostu chciał, żeby jak najszybciej wrócił do zdrowia.
Miał jednak dziwne wrażenie, że coś tu jest nie tak…
Doszedł do rozwidlenia i poszedł ścieżką prowadzącą na zachód.
„Potem pójdę na polowanie- pomyślał- Zioła są ważniejsze. Gdyby Unai się gorzej poczuł…”
Znowu.
Znowu o nim myśli.
Skupił się na swoich krokach wypatrując jednocześnie właściwego miejsca, do którego zawsze przychodził zebrać zioła. Po chwili je zauważył. Poszedł w tamtą stronę i zszedł po zboczu wzgórza na łąkę. Teraz musiał już tylko poszukać potrzebnych mu gatunków.
Ciemne, deszczowe chmury rozciągały się już po prawie całym niebie. Pojedyncze krople deszczu spływały mu po twarzy i wsiąkały w lnianą koszulę.
„ Muszę się pospieszyć.”
Zaczął szukać ziół powtarzając sobie w kółko ich listę. Zebrał już prawie wszystkie, gdy jego ubranie zdążyło już porządnie nasiąknąć wodą. Został mu już tylko jeden…
„Jeden gatunek, bez którego przygotowany przez niego wywar będzie praktycznie bezużyteczny…”- pomyślał.
„Muszę je znaleźć.”
Skupił się na obrazie szukanych ziół porównując go z każdym zobaczonym. Nagle je zauważył. Sięgnął po nie dłonią i urwał zaraz przy ziemi kruchą łodyżkę. Przyjrzał się im dokładnie. Tak, to na pewno te. Schował je do torby i wstał.
Cały już ociekał wodą a deszcz zaczął padać jeszcze mocniej. Mokre ubranie kleiło mu się do ciała a podmuchy zimnego wiatru sprawiały, że cały dygotał. Szybkim krokiem ruszył w stronę domu. Przeszedł przez mijane wcześniej rozwidlenie, tym razem skręcając na wschód. Woda chlupotała mu w butach gdy wchodził w pojawiające się coraz gęściej kałuże. Szedł i szedł, aż w końcu zobaczył w oddali upragniony cień Długiego lasu zasnuty co prawda mgłą i zasłoną deszczu, ale dość widoczny, by zdołał odnaleźć drogę. Całą siłą woli powstrzymywał się, by nie zacząć szczękać zębami. Miał wrażenie, jakby chłodny wiatr przewiewał go na wylot.
„Nie. Nie mogę się teraz rozchorować- pomyślał- Muszę się zająć Unaiem, póki nie wyzdrowieje. To wyjście zaraz przed deszczem było głupotą. Nie sądziłem, że tak szybko zacznie padać… „
„Ale musiałeś przecież nazbierać ziół!”- Mówił usprawiedliwiający głos w jego umyśle- „Unai ich potrzebuje”
Akiro przyznał mu rację. Musiał to zrobić. Szkoda tylko, że nic nie zdążył upolować… Zupa jeszcze została, ale w tej okolicy deszcze trwają zazwyczaj długo. Unai musiał odzyskać siły a żeby to zrobić musiał jeść…
W jego myślach znowu pojawiła się uśmiechnięta twarz bruneta.
„Unai…”
Szedł coraz szybciej, chcąc jak najprędzej dojść do domu. Miał złe przeczucie.
„Unai…”
Nareszcie. Z mgły wyłoniła się drewniana chata. Przyspieszył kroku.
Czemu się spieszył?
„Martwisz się o Unaia. Przyznaj to”- mówił głos w jego głowie.
Westchnął.
„Chyba się od tego nie uwolnię…”- pomyślał
Doszedł do drzwi. Nacisnął na mosiężną klamkę i popchnął drewniane drzwi. Unai spał w najlepsze owinięty puchową pierzyną. Odetchnął z ulgą.
„Nic się nie stało. Niepotrzebnie się martwiłem”
Wszedł do środka i jak najciszej zamknął za sobą drzwi. Brunet lekko się poruszył, ale nie obudził. Prawie na palcach poszedł w kierunku kominka, żeby nie obudzić śpiącego mężczyzny. Rozpalił ogień i zaczął zdejmować przemoczone ubranie. Właśnie ściągał koszulę, gdy zauważył, że brunet wpatruje się w niego zaspanym wzrokiem.
***
Unai otworzył oczy i ziewnął głęboko. Przy kominku siedział Akiro zdejmując przemoczoną koszulę.
- Widzę, że nie udało Ci się zdążyć przed deszczem- zauważył brunet
Niebieskooki przytaknął z ponurą miną.
- Nie sądziłem, że aż tak szybko zacznie padać- powiedział- Zdążyłem tylko nazbierać ziół. Co prawda mamy jeszcze zupę, ale jeśli ta ulewa potrwa dłużej...
Starał się uśmiechnąć, ale wyszedł mu tylko krzywy grymas. Unai wiedział, że mężczyzna się martwi.
- A ty? –spytał Akiro- Czujesz się już lepiej?
Głowa go bolała i czuł, że temperatura jego ciała stopniowo wzrasta.
- Tak…- skłamał- Już… lepiej.
Blondyn się uśmiechnął.
- Cieszę się- powiedział- Jeśli wszystko pójdzie dobrze jutro powinieneś być w stanie wyjść na zewnątrz.
Unai szczerze wątpił czy będzie miał na to siłę, ale pomimo tego przytaknął.
- Mam nadzieję…- powiedział cicho
Blondyn jakby wyczuł jego obawy.
- Jeśli nie dasz rady wyjść o własnych siłach to Cię wyniosę.- powiedział- Musisz odetchnąć świeżym powietrzem. Zrobiłeś się strasznie blady.
- Widzę, że odzyskałeś poczucie humoru…- powiedział Unai- Już myślałem, że do wieczora Ci się nie poprawi.
- Lepiej nie myśleć o obawach, skoro to i tak nic nie da…- stwierdził- Jedynym tego rezultatem będzie strach, który i tak nic nie zmieni a co gorsza tylko popsuje nam nastrój.
- Masz rację- przytaknął brunet.- Lepiej już o tym nie mówmy.
Unai myślał o jutrzejszym wyjściu na zewnątrz. Był ciekaw, jak wygląda okolica. W czasie swojego pobytu tutaj wyglądał parę razy przez okno, ale jedynymi elementami, które widział była łąka i ciągnące się wzdłuż horyzontu odległe góry. Akiro opowiadał mu o lesie. Tak dawno już nie polował… Jako dziecko razem z ojcem bardzo często chodzili na polowania. Pamiętał ten cudowny zapach sosnowych igieł i wszechogarniającą radość gdy leżał na miękkiej trawie i patrzył na błękitne niebo.
Ojciec…
Unai miał zaledwie szesnaście lat, gdy go stracił…
Matka zmarła kiedy był mały. Po śmierci ojca musiał porzucić rodzinny dom i zamieszkać w miasteczku u siostry matki i jej męża. Tam właśnie spotkał Rei…
Ból po stracie ukochanej przeszedł teraz w pulsujące otępienie. Wiedział, że nigdy o niej nie zapomni ale uznał, że nie ma sensu się zamartwiać. Nie teraz. Jeśli byłby sam bez wątpienia dałby upust swoim emocjom. Ale przy Akiro… Nie chciał go zadręczać swoimi problemami. I tak już wiele dla niego zrobił.
Mimowolnie ukrył twarz w dłoniach. Czuł, jakby zaraz mu miało pęknąć serce. Odwrócił się. Nie chciał, żeby blondyn to zobaczył. Akiro wpatrywał się w okno. Westchnął i usiadł na swoim łóżku.
- Znowu o tym myślisz…- powiedział
To było raczej stwierdzenie niż pytanie. Myślał, czy nie skłamać, ale jego wyraz twarzy pewnie mówił sam za siebie. Zresztą co miał do stracenia?
- Tak…- odparł Unai- I choćbym nawet najbardziej starał o tym zapomnieć to i tak powraca…
- A ja nie wiem jak Ci pomóc- westchnął Akiro- Tak bardzo pragnę Cię pocieszyć, sprawić, żebyś poczuł się lepiej… Ale nie wiem jak. Nie uśmiecha mi się siedzenie tutaj i patrzenie, jak cierpisz.
Jego ciemne oczy wręcz emanowały bólem.
- Akiro…- Pozwolił aby to imię przez chwilę brzmiało w jego umyśle- Wiesz, że do tej chwili dałeś mi więcej niż ktokolwiek mógłby mi teraz dać? Dałeś mi nadzieję, że kiedykolwiek może być lepiej. A poza tym gdyby nie ty, to już bym nie żył. Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie zrobiłeś… Nic co prawda nie sprawi, że mój ból odejdzie, ale to w końcu minie. Dziękuję Ci Akiro.
- Naprawdę… Tyle dla Ciebie zrobiłem?- spytał
- Nawet więcej- odparł brunet ze słabym uśmiechem.
Deszcz nadal bębnił o szyby a za oknem słychać było ponure zawodzenie wiatru.
- Akiro…- zaczął- Obiecałeś mi, że jak się lepiej poczuję to opowiesz mi tę „długą historię” o sobie. Wiem, że to może nie jest odpowiednia chwila, ale… Jestem tu już prawie dwa dni a nadal prawie nic o tobie nie wiem…
- Masz rację.- odparł blondyn- Rzeczywiście Ci to obiecałem i czas tej obietnicy dotrzymać. Tylko ostrzegam, że to nie jest wesoła historia…- przerwał- No więc zacznę od początku…
***
cdn
