BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

środa, 23 czerwca 2010

Kwiat kwitnącej wiśni część 2

Hmm...
Tak sobie ostatnio myślałam nad częstotliwością dodawania notek i w końcu doszłam do wniosku, że przed wakacjami (a przynajmniej przed moim wyjazdem- około 10 lipca) będę musiała znacznie przyspieszyć tempo. Powód jest taki, że tam gdzie jadę- a jadę na wieś, nie mam komputera a co najwyżej laptop, z którego nie będę mogła tak często korzystać. Postaram się co prawda raz na jakiś czas coś dodawać, ale nie gwarantuję, że będą to notki systematyczne (Zresztą do tej pory też nie były, ale pomińmy :P)
Poza tym we Wrześniu dochodzi kolejny kłopot- Szkoła Muzyczna (a ściślej- fortepian). Będę więc mniej czasu poświęcała mojej twórczości. Nie, nie przestanę pisać i nie zawieszę bloga, ale będę to robiła rzadziej. Zresztą moje opowiadania i tak mało kto czyta więc wątpię, żeby to była wielka strata...
W każdym razie tych baardzo nielicznych czytelników przepraszam i obiecuję raz na jakiś czas dodawać notki. Więcej na temat terminu mojego wyjazdu napiszę w następnej notce a na początku Września podam dokładniejsze informacje co do Szkoły Muzycznej.
Dzisiejsza notka będzie kontynuacją poprzedniej- mianowicie opowiadania o Lyu i Kenate.
Ach, no i jeszcze dobra wiadomość dla fanów Naruto- Zaczęłam już pisać Shikamaru and Temari, Gaara and Sai i Kakashi and Iruka ^^

No i to koniec mojego przynudzania (Już słyszę te westchnienia ulgi- "Nareszcie skończyła!" :P)

No więc zapraszam do czytania (jeśli jeszcze nie zasnęliście przed monitorami)

No i zalecam słuchać do tej samej muzyki, co poprzednio (dla sklerotyków zamieszczam linka poniżej)

http://asiorek17.wrzuta.pl/audio/6358YMCY266/barlow_girl_-_never_alone

YoAne

***


Siedział na hotelowym łóżku, mierząc wzrokiem pustą kartkę. Nie miał pojęcia, jak miał to zacząć. W jego głowie panował totalny chaos. Masochistyczna tęsknota mieszała się z nienawiścią do samego siebie za to, że musiał go zostawić.

Ale nie mógł inaczej.

Nie mogłeś inaczej.

Nie wiedział, czy on zrozumie, czemu to zrobił. Poza tym, jeśli zdążył go znienawidzić to nie było szans nawet na spotkanie…

Może on ma kogoś innego? Może się ożenił? Może o mnie zapomniał? Może nawet ma dziecko…

Nie miał pojęcia, co się z nim działo podczas tego roku, ale mimo wszystko tak bardzo pragnął go zobaczyć. Choćby ostatni raz zatopić swoje usta w jego. Te kasztanowe włosy i błękitne oczy z pomarańczowymi pręgami. I ten uśmiech...

Cały czas miał ten obraz przed oczami. Nieraz we śnie mógł go dotknąć. Czuł go tak wyraźnie, jak kiedyś. Ale potem budził się gwałtownie z pustką, pod swoją wyciągniętą rozpaczliwie w jego stronę ręką. Obok łóżka leżało jego zdjęcie w srebrnej ramce. Wziął je do ręki i pogładził palcami gładkie szkło. Odłożył je na miejsce. Nie pamiętał, ile już razy, podczas tego pieprzonego roku je całował.

Chyba już naprawdę zaczynam świrować…

Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. Przez cały ten czas marzył, żeby to wszystko jak najszybciej się skończyło. Teraz już był bezpieczny, ale…

Ceną za to mogła być strata Kenate.

Czasami się zastanawiał, czy nie wolałby zginąć i spędzić z nim ostatnich dwóch miesięcy…

Wziął do ręki pióro i zaczął obracać je w palcach. Już wiedział, co ma napisać. Nie obchodziło go, czy będzie to gramatycznie poprawne, czy nie. Napisze po prostu z serca.

Przysunął bliżej krzesło i zaczął pisać starannym, pochyłym pismem napis na kopercie.

Dla Kenate”


***

Podniósł go, niemal z czcią. Pogładził palcami kredowo biały papier. Nie mógł uwierzyć w to, czego właśnie dotykał.

A może to kolejny sen?

Bał się, że znowu obudzi się z krzykiem i łzami spływającymi po policzkach.

To wszystko wydawało mu się wręcz niemożliwe i nierzeczywiste. Dokładnie o tej samej godzinie, co wtedy… To był naprawdę dziwaczny zbieg okoliczności.

Zamknął drzwi i usiadł na kanapie. Pospiesznie rozerwał kopertę. Jak najszybciej chciał się upewnić, że naprawdę trzyma ten list w dłoni.

I, że on naprawdę jest od Niego.

Wyjął kartkę z koperty. List też był napisany tym samym pismem.

Jego pismem.

Teraz nie miał już wątpliwości. To był na pewno list od Niego.

Zaczął powoli czytać.


Kenate…

Na pewno wiesz, od kogo jest ten list więc mam nadzieję, że go nie podrzesz. Proszę Cię, żebyś mnie wysłuchał. Nie mogłem inaczej i może gdy zrozumiesz, czemu to zrobiłem, choć w połowie mi wybaczysz. Może nie uwierzysz, ale było mi równie ciężko, jak Tobie a może nawet bardziej…

To naprawdę długa historia. Wolałbym Ci ją opowiedzieć w cztery oczy, ale wnioskuję, że pewnie nie masz najmniejszej ochoty mnie widzieć więc postaram się zawrzeć w paru zdaniach ten cały rok. Musiałem wyjechać, bo pewna organizacja mi groziła. Zależało im tylko na mnie, ale gdybym został, Tobie też groziło by niebezpieczeństwo. Nie zawahali by się zabić, gdybyś stanął im na drodze. Postanowiłem więc opuścić miasto. Nawet nie wiesz z jakim trudem mi to przyszło. Nie potrafiłbym znieść pożegnania z Tobą. Nie potrafiłbym spojrzeć Ci w oczy i skłamać. Wyjechałem więc, jedynie zostawiając list. Cały rok się ukrywałem, przenosząc się z miejsca na miejsce. Raz o mało im się nie udało mnie zabić…

Miałem szczęście. Cały tamten czas myślałem o Tobie. Nawet nie wiesz, jak strasznie za Tobą tęskniłem. Śniłeś mi się co nocy. A najgorsze było to, że nie mogłem dać Ci żadnego znaku, nawet zadzwonić… Szczerze mówiąc myślałem, że umrę.

Mam nadzieję, że mnie nie znienawidziłeś… Choć po tym wszystkim nie zdziwiłbym się, gdybyś to zrobił. Teraz siedzę w hotelowym pokoju i cały czas mam przed oczami Twoją uśmiechniętą twarz. Chciałbym się z Tobą spotkać. Wiem, że może proszę Cię o zbyt wiele, więc nie będę Cię zmuszał. To wszystko moja wina. Zawiodłem Ciebie i siebie. W każdym razie chcę tylko, żebyś wiedział, że nigdy nie przestałem i nie przestanę Cię kochać…


Twój na zawsze.


Lyu.


Trzymał jeszcze przez chwilę list w dłoniach, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie przeczytał. On zrobił to dla niego. Nie chciał tylko, żeby JEMU się coś stało, narażając przy tym swoje życie. I jeszcze myślał, że on mógłby go znienawidzić? Po tym, co napisał?

Jak zwykle- pomyślał- Cały Lyu. Zawsze winił siebie o wszystko.

Na początku rzeczywiście pierwszą reakcją z jego strony było zagubienie i nienawiść. Nie mógł znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania, które kotłowały mu się w głowie i myślał nawet o najgorszych wersjach wydarzeń… Ale i tak cały czas miał nadzieję, że on wróci.

I miałem rację- pomyślał uśmiechając się do siebie. Wyjął notes i zaczął przewracać kartki, szukając tak dobrze mu znanego numeru. Znalazł go. Wziął telefon i zadzwonił.

Pierwszy sygnał.

Tak długo już nie słyszałem jego głosu…

Drugi sygnał.

Co on mu powie? Jak zacznie rozmowę?

Trzeci sygnał.

Teraz nie było już odwrotu.

Usłyszał odgłos podnoszonej słuchawki, ale nikt się nie odezwał.

- Kenate…?- usłyszał słaby głos

- Lyu!- wykrzyknął z radością

- A więc jednak zadzwoniłeś…- w jego głosie też brzmiały nutki radości- Tak się cieszę, że mogę wreszcie usłyszeć twój głos…

- A ja Twój.- uśmiechnął się do słuchawki.

Czy ja na pewno nie śnię?

- Czyli przeczytałeś mój list?- usłyszał

- Tak. Przeczytałem.- odparł

- No więc gdybyś jednak…- jego głos wyraźnie się wahał- Gdybyś jednak chciał mnie zobaczyć… Na odwrocie listu jest adres.

Usłyszał trzask i ciche westchnienie.

- Lyu!- krzyknął, chociaż wiedział, że to nic nie da.

On nadal czuł wyrzuty, że go zostawił.

Tak bardzo chciał go zobaczyć. Powiedzieć mu, jak bardzo go kocha.

Wynagrodzi mu te wszystkie stracone dni i noce.- uśmiechnął się do siebie.

Mówił, że na odwrocie koperty jest adres. Odwrócił kartkę. Litery były starannie wykaligrafowane. Wziął pierwszą lepszą kartkę z biurka i zapisał go.

Ciekawe czy on się zmienił?- myślał jednocześnie ubierając pospiesznie buty i doprowadzając fryzurę do jako takiego porządku. Wziął klucze i wybiegł z mieszkania.

Słońce coraz bardziej zbliżało się ku zachodowi. Uwielbiał zachody. Zawsze, gdy zostawał u niego na noc, razem je oglądali.

To wszystko wprawiało go w stan niepohamowanej euforii. A stan ten z kolei sprawiał, że miał ochotę robić różne dziwne rzeczy… Choćby na przykład biegać po ulicy w te i z powrotem, wrzeszcząc jak idiota. Ten stan był doprawdy niebezpieczny dla jego dobrej opinii publicznej…

Zobaczył tę samą kobietę, która widziała, jak zrywa gałązkę wiśni.

Nie, lepiej się powstrzymam.

Uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Kobieta posłała mu kolejne zdziwione spojrzenie i poszła dalej. Co prawda naprawdę mało go obchodziło jej zdanie, ale tu chodziło raczej o jego samokontrolę. Nie mógł pozwolić sobie ześwirować do reszty…

Przyspieszył kroku.

Jeszcze tylko jedna uliczka.

Jeszcze tylko parę metrów…

Stanął przed drzwiami i wziął trzy głębokie wdechy. Palec wskazujący trzymał na wysokości dzwonka, ale jakoś…

Cholera!- przeklął w duchu- Tyle na to czekałeś, a teraz chcesz uciec?

Drżącą dłonią nacisnął na przycisk.

- Słucham?- odezwał się cichy głos.

- To ja.- odpowiedział krótko.

Oboje nie musieli nic więcej mówić.

Popchnął drzwi i wszedł do środka. Lyu mieszkał na dziewiątym piętrze więc musiał pojechać windą. Westchnął i skrzyżował ręce. Z każdą sekundą czuł się coraz bardziej niepewnie.

Jak zacznie? Co mu powie? Że go kocha i tęsknił? To takie banalne…

Ale nic innego nie przychodziło mu do głowy. Mógł tylko zaryzykować i mieć nadzieję, że ukochany go zrozumie.

Tak, jak kiedyś.

Nareszcie. Winda przyjechała.

Wsiadł do środka i nacisnął dziewiątkę. Serce łomotało mu niczym młot pneumatyczny. Starał się uspokoić, ale nie potrafił.

Piąte piętro…

Wdech, wydech. Wdech, wydech.

Siódme piętro…

Uspokój się do cholery!

Ósme piętro…

Winda się zatrzymała. Pchnął drzwi i wysiadł rozglądając się dookoła.

Nic się nie zmieniło. Pochyły napis „Zapraszam” nad drzwiami, obraz na ścianie.

Czuł się cudownie. Już tylko parę sekund…

Zadzwonił. W mieszkaniu rozległo się echo dzwonka i kroki. Usłyszał dźwięk przekręcanego klucza i drzwi się otworzyły.

Zaniemówił.

Wyglądał cudownie. Na sobie miał zieloną koszulę, która podkreślała jego oczy. Ciemne włosy trochę dłuższe, kości policzkowe bardziej zarysowane.

Ale to był on.

Jego Lyu.

- Masz zamiar tu tak stać? – spytał z sarkazmem czarnowłosy.

- Nie, oczywiście, że nie.- wymamrotał i chwiejnym krokiem wszedł do środka.


***


CDN