Ekche...
No więc tak.
Drodzy, acz niezbyt liczni czytelnicy- Proszę was o wybaczenie z powodu mojego masakrycznego guzdrania się w pisaniu notki. Miałam naprawdę ważne powody- m.i.n zaliczała się do nich szkoła muzyczna i zakup pianina. Wiem, że to mnie nie usprawiedliwia, bo przecież "notkę dodaje się w dziesięć minut". Ale problem w tym, że jakoś tak wyszło, że nawet tyle nie miałam...
Dzisiaj dodam początek nowego opowiadania (shonen-ai- nieśmiertelne Sasu x Naru :D). Nie wiem, czy to będzie one-shot, czy dłuższy cykl, bo jestem jeszcze w trakcie pisania. Nie miałam czasu jej zredagować, więc ostrzegam, że mogą być błędy. (Chociaż Word już zapewne niektóre wyłapał).
Nie pisałam tego do żadnej konkretnej muzyki, więc najlepiej to czytać "na sucho".
No i to koniec mojej pogadanki :P
Zapraszam do czytania.
YoAne.
***
Była jesień. Ponura, deszczowa jesień. A dokładniej- jesienne, sierpniowe popołudnie. Co prawda chwilowo deszcz przestał padać, zastąpiony lekką, siąpiącą nieustannie mżawką, lecz niebo nadal było szczelnie zasnute szarymi chmurami.
W tym właśnie ponurym, jesiennym dniu, mokrą, parkową alejką zmierzała w sobie tylko znaną stronę, blondwłosa postać.
Szła wolno, otulając się szczelnie, ciemną kurtka, gdyż oprócz ciągłego deszczu, wiał także lodowaty wiatr.
Żaden z potencjalnych obywateli Konohy nie kwapił się zbytnio do wyjścia w taką pogodę. Co więcej, siedząc w ciepłym domu, z dwoma parami zimowych skarpetek na nogach, owinięty w puchowy kocyk, popijający herbatkę z cytryną i wpatrzony w ekran telewizora, poważnie wątpiłby w pełnosprawność umysłu jasnowłosego przechodnia.
Lecz gdyby jednak komuś przyszło na myśl wyjście na zewnątrz w taką pogodę i gdyby odważyłby się porozmawiać z blondwłosym indywiduum doszedłby do dwóch wniosków. Po pierwsze- owy przechodzień jest jak najbardziej zdrowy na umyśle, a po drugie- że jemu też nie zaszkodzi mały spacer. Niestety- powyższy „przypadkowy przechodzień” nie istniał w ponad 20- tysięcznym mieście. Dlatego właśnie owy dziwny spacerowicz był dzisiaj jedyną żywą duszą w pobliskim parku.
Nie, nie był to miłośnik sportów ekstremalnych, ani żaden stuknięty gwiazdor. Był to zwykły, 17- letni chłopak, którego rzuciła dziewczyna. Ktoś by powiedział- nic nadzwyczajnego. Być może i nic, ale dla owego niebieskookiego blondyna imieniem Naruto, była to bardzo, ale to bardzo poważna sprawa. Dlatego właśnie, mając głęboko gdzieś panującą na zewnątrz pogodę, postanowił się przejść.
Światło migocących latarni oświetlało bladą poświatą, pokryte błyszczącymi kroplami, drewniane ławki, odbijało się w kałużach i padało na zaczerwienioną od zimna twarz chłopaka. Jego myśli pędziły w zastraszającym tempie w różne strony. Wybrał się na owy spacer z zamiarem przemyślenia wszystkiego od początku, ale jakoś nie mógł się do tego zmusić.
Zdecydowanie w tej chwili najbardziej potrzebował zapomnienia.
Po chwili lekką mżawkę zastąpił, padający coraz gęściej deszcz, który po paru minutach zmienił się w ulewę. Szare krople spływały po jasnej czuprynie chłopaka i podążały dalej, przez zaokrąglony nos i lekko zapadnięte policzki, by w ostatecznym efekcie spłynąć mu za kołnierz.
Naruto nie należał do osób łatwo rezygnujących z raz obranych celów, lecz po pięciu minutach nawet on musiał przyznać, że spacer w taką pogodę nie ma większego sensu. Westchnął więc i przemoczony do suchej nitki, ruszył w stronę domu.
***
CD nastąpi w czasie bliżej nieokreślonym :P
