No i znowu jestem, ale mam złe wiadomości... Dodam tylko krótkie i dość smutne opowiadanie z tegoż powodu, że tamtych jeszcze nie poprawiłam i teraz nie mam czasu tego zrobić... Ale już je napisałam więc w najbliższych dniach zrobię poprawki i postaram się je dodać. Trochę już tego jest więc będą to dłuższe teksty.
No i jak zawsze mogę wam tylko życzyć miłego czytania.
YoAne
Ach, no i jeszcze jedno.
To opowiadanie pisałam także do muzyki i żeby nastrój był odpowiedni nawet nie radzę, co nakazuję włączyć sobie odpowiednią muzykę. Poniżej zamieszczam linka.
http://w714.wrzuta.pl/audio/7V87Kgera3C/toshiro_masuda_-_sadness_and_sorrow
No więc gdy już ją włączyliście zapraszam do czytania.
***
Sen
Szedł przez pustą ulicę patrząc na puste, szare mury.
Teraz to wszystko nie miało sensu. Stracił go. Spoglądając niewidzącym wzrokiem przed siebie nie widział nic. Zupełnie nic.
Z każdym krokiem umierał coraz bardziej. To wszystko nie było dla niego.
Nie dla nich.
„Nie dla nas.”
Księżyc oświetlał jego bladą twarz. Kiedyś był tu z nim.
Nadal pamiętał jego dotyk.
Teraz bez niego, nie potrafił patrzeć na to wszystko. Dla niego to już po prostu nie istniało.
Każdy oddech przypominał mu o nim. Kiedyś mógł go z nim dzielić… Mógł z nim dzielić swoje życie.
Teraz stało się ono bezwartościowe. Nie miał nic prócz łez spływających po jego policzkach.
Unoszony przez wiatr płatek kwitnącej wiśni wplątał mu się we włosy. Wyjął go i rzucił na ziemię.
Szedł dalej nie oglądając się za siebie.
Nigdy już nie wróci. Nie tutaj.
Nie do tego pustego miasta i domu o pustych czterech ścianach w którym nikt na niego nie czeka…
I nikt nie będzie czekał.
Spojrzał w niebo. Może on teraz na niego patrzy?
Ponury uśmiech pojawił się na jego sinych ustach.
„Może…”
Szedł dalej. Rdzawe liście tańczyły wokół niego, ale on tego nie dostrzegał. Teraz szedł tam, skąd jeszcze nikt nie powrócił.
Kolejne kroki przynosiły niewyobrażalny ból. Spojrzał na swoje pokaleczone ciało.
„Ono zawsze należało do Ciebie. Tak będzie i teraz”
Przystanął. Słońce zachodziło.
Tak samo było wtedy…
Wyjął z pochwy srebrny, rzeźbiony nóż.
„Ty mi go dałeś”
Ręka mu drżała, ale nie zwracał na to uwagi. Srebrne ostrze przeszyło jego serce.
„Przysięgłem Ci, że nigdy Cię nie zostawię, że zawsze będę z Tobą… Że nic nas nie rozdzieli. Tak będzie i teraz. Dobrze wiesz, ze nie mógłbym dłużej żyć bez Ciebie.”
Osunął się na ziemię. Nóż wypadł z jego bezwładnej dłoni.
Po jego policzku spłynęła ostatnia, samotna łza.
Przez krótką chwilę miał wrażenie…
… że widzi na niebie jego uśmiechniętą twarz.
Osunął się w ciemność z uśmiechem na ustach.
***
