No i mój kolejny post. Zastanawiałam się czy nie zacząć książki aczkolwiek po dłuższych przemyśleniach postanowiłam zamieścić tutaj pewne bardzo krótkie opowiadanie i wiersz, który bądź co bądź może niezbyt pasuje do tematyki ale pisałam raczej bardziej pesymistyczne wiersze i z tych wszystkich nie pasujących wybrałam ten...
***
Kocham
Kocham
Tak bardzo, jak kochać można niebo
Co o zmierzchu purpurą zachodzi
Tak bardzo, jak ogień
Co troski i smutki wypala
Tak mocno Cię kocham
Tak szczerze
I sama sobie nie wierzę
Że to czuję
Jak róża czarna, co białą się stała
Zmieniam się
Powoli, lecz wytrwale
Bo Ci ufam.
Bez błękitu twych oczu
Nie było by nieba
Upadłabym i nigdy już nie wstała
Na zawsze pozostała sama
Z tęsknoty pragnieniem
W zrujnowanej świątyni mego serca
Gdzie słońce nigdy nie wzeszło
Najciemniejszy mrok, najzimniejszy lód
Nagłe światło
Wstał świt
Z mojej rozpaczy
Został tylko nic nie warty pył
Przyszedłeś
Wziąłeś mnie za rękę
I poszliśmy razem
W stronę zachodzącego słońca
***
Nadzieja umiera ostatnia
W jego szmaragdowych oczach dostrzegła ból. Wiatr poruszał jego ciemne włosy a płomień ogniska oświetlał jego bladą twarz. Usta miał zaciśnięte.
Dotknęła delikatnie jego policzka.
- Proszę... Nie odchodź.
Chłopak odwrócił wzrok.
- Ja... Nie mogę tu zostać. Oni Cię skrzywdzą.
Westchnęła.
- A myślisz, że mnie to cokolwiek obchodzi? Ucieknę z Tobą.
- Ciebie może nie, ale mnie tak. Nie mógłbym żyć ze świadomością, że to przeze mnie coś Ci się stało. Im zależy tylko na mnie, ale zabiją każdego, kto będzie mi towarzyszył... Dobrze wiesz, że... – zawahał się przez chwilę po czym spojrzał jej prosto w oczy- że Cię kocham...
Po jego policzku pociekła łza. - I nigdy nie pozwolę, żeby Ci się cokolwiek stało. Ale mogę Ci obiecać jedno- wrócę.
Uśmiechnęła się i pogładziła go po dłoni.
- A ja będę czekała... Lecz jeśli Tobie coś się stanie... Nie. Nie chcę nawet o tym myśleć.
Spojrzała na jasny księżyc. Była pełnia. Teraz to wszystko było takie spokojne, idealne...
- Keichi... Wiesz? Chciałabym, żeby już tak było zawsze. Tak pięknie. I żebyś ty już zawsze tu był.
- Midori... Ja też bym tego chciał. Obiecuję Ci, że jak wrócę to już nigdy więcej nie odejdę...
Ścisnął ją pocieszająco za rękę.
Przysunęła się do niego i oparła głowę na jego ramieniu. Chłopak ją objął.
Siedzieli tak patrząc na świecące jasno gwiazdy.
Nagle chłopak odsunął ją delikatnie od siebie.
- Ja... muszę już iść... - powiedział
Spojrzała mu w oczy i dostrzegła w nich wszechogarniający żal i smutek.
- Wiem... -powiedziała- Nie będę Cię dłużej zatrzymywać.
Objął ją delikatnie w pasie.
- Dziękuję...
Położył rękę na jej policzku i pocałował w usta.
Nie chciał odchodzić. Zrobiłby wszystko, żeby choć jeszcze przez chwilę z nią zostać. Mógłby ją przytulać całą wieczność.
Zdziwił się gdy to ona pierwsza go puściła. Na jej twarzy pojawił się smutny uśmiech.
- Do zobaczenia Keichi.
- Do zobaczenia Midori Aida.
Pocałował ją po raz ostatni w usta po czym odwrócił się i odszedł.
„Ciekawe czy wyjdę z tego wszystkiego żywy” – pomyślał ponuro.
Przypomniał sobie słowa ukochanej i na jego ustach mimowolnie pojawił się uśmiech.
„Nadzieja umiera ostatnia”...
***
