No cóż...
Krótko mówiąc miałam niewielkie opóźnienie z tą notką.
No, może jednak trochę większe, niż "niewielkie" :D
W każdym razie- jak już część czytelników zdążyła się zapewne dowiedzieć, zamierzam na razie zaniechać procedury zawieszania bloga i poczekać na lepszą okazję...
Czyli jednym słowem- będę pisać dalej. Przynajmniej na razie. Postaram się pododawać teraz te "lepsze" notki- czyli cykle, bądź one-shoty z Naruto (oczywiście na razie shonen-ai, ale kto wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy:P)
Dzisiaj dodam ciąg dalszy poprzedniej notki, czyli Sasu x Naru.
Zapraszam do czytania.
Dedykacja dla Basi i mojej Wspaniałej Bety (Raiah- to dla Ciebie) ;)
YoAne
***
Gdy wszedł do mieszkania, poczuł momentalnie ogarniające go ciepło, płynące z ustawionych prawie na maxa kaloryferów. Zdjął kurtkę i powiesił go ją na wieszaku.
W chwili, gdy przekręcał klucz w zamku, poczuł, jak coś ciepłego, włochatego i mruczącego ociera się o jego kostki. Był to Shiro- biały kocur z rudymi pręgami i jedną, czarną plamką na nosie. Naruto właśnie miał zamiar zdjąć ubłocone buty, ale Shiro najwyraźniej był innego zdania, gdyż ze złośliwym błyskiem w oczach, ocierał się nachalnie o jego nogi, o mało go nie przewracając.
W końcu po kolejnej nieudanej próbie rozwiązania sznurówek w niedawno jeszcze nowych, białych adidasach, które teraz wyglądały, na co najmniej z trzeciej ręki, dał sobie spokój i z rezygnacją podrapał kocura pod pyszczkiem. Shiro zaczął mruczeć jeszcze głośniej i po dziesięciu minutach pieszczot, dał mu spokój.
Błękitnooki westchnął, zdjął buty i przechodząc przez korytarz, spojrzał mimowolnie w lustro. Przedstawiał sobą dość żałosny widok. Mokre włosy sterczały mu na wszystkie strony, na policzkach miał rumieńce barwy głębokiego szkarłatu, koszula była przemoczona u góry a ze spodni dosłownie spływała woda.
Westchnął i poszedł po schodach, do swojego pokoju.
Jak zwykle panował w nim „twórczy nieład”, więc minęła sporo czasu zanim udało mu się znaleźć ubranie na zmianę. Kiedy już się przebrał, powiesił mokre części garderoby na kaloryferze, stwierdził, że włosy wysuszą się same i zszedł na dół, do kuchni po coś do jedzenia. Jednak po dokładnym przeszukaniu lodówki, wszystkich szafek i półek a nawet kociej miski, stwierdził, że w domu nie ma absolutnie nic jadalnego.
No nic, trzeba będzie zrobić zakupy.
Podszedł do okna, odsunął zasłony i wyjrzał na zewnątrz. Pogoda w dalszym ciągu nie była zachęcająca.
Ale jak mus, to mus- nikt inny tego nie zrobi.- pomyślał z rezygnacją.
Był sierpień. Za dwa tygodnie zaczynał szkołę. Po przeprowadzce musiał ją zmienić, bo do poprzedniej miał za daleko. Nowe liceum było zaraz obok jego bloku, więc nie musiał nigdzie dojeżdżać.
To był plus.
Niestety, jego minusów życiowych było znacznie więcej- Gdy był mały, ojciec wyjechał za granicę, zostawiając go z matką, która wkrótce potem umarła. Trafił wtedy do „dobrej przyjaciółki mamy”, Tsunade i jej męża- Kakashiego, który kazał mu nazywać się „wujkiem” i dawał mu cukierki. Lubił ich, ale nikt nie potrafił zastąpić mu rodziny, której właściwie nigdy nie poznał.
Co prawda nie był jeszcze pełnoletni, ale kiedy oświadczył „wujkowi Kakashiemu”, że chce się przeprowadzić do starego domu, ten bez wahania zaakceptował jego pomysł, twierdząc, że prawdziwy mężczyzna powinien jak najwcześniej nauczyć się samodzielności. Co prawda „Ciocia Tsunade” z początku nie miała najmniejszego zamiaru się zgodzić, poddawając wątpliwości jego „dorosłość”, ale po tygodniu ciężkich debat udało się ją udobruchać.
Tak więc teraz mieszkał tutaj.
Z tych wszystkich ponurych myśli, wyrwał go donośny miauk Shiro, który właśnie zauważył, że ma pustą miskę.
To przesądziło całą sprawę.
Musiał pójść na zakupy i to w trybie natychmiastowym, inaczej wszyscy okoliczni sąsiedzi przyjdą do niego ze skargą. Dotknął ręką swoich włosów- już prawie wyschły.
We wtórze coraz to głośniejszych żalów kocura ubrał szybko czarne adidasy i narzucił kurtkę.
- Shiro, przestań wreszcie!- krzyknął, chociaż dobrze wiedział, że to nic nie da- Sąsiedzi mnie zabiją!
Wymieniony powyżej nic sobie z owej wypowiedzi nie zrobił i zaczął miauczeć jeszcze głośniej, ignorując kompletnie błagania nieszczęsnego właściciela.
- Nie widzisz, że już idę do sklepu?!- Naruto spróbował inaczej.
-Miau…?- Shiro poruszył uszami i zwrócił na niego łaskawie swoje miodowozłote tęczówki, lustrując go od góry do dołu. W końcu chyba doszedł do wniosku, że jego pan rzeczywiście idzie do sklepu po jedzenia dla niego, więc poszedł powoli w kierunku kanapy, wskoczył na nią i zaczął się starannie wylizywać. Gdy blondyn nadal nie ruszył się z miejsca, rzucił mu jakże wymowne spojrzenie o treści mniej więcej „Na co czekasz idioto? Nie widzisz, że jestem głodny?”
Naruto westchnął ostentacyjnie, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz z postanowieniem, że musi poważnie popracować nad swoją silną wolą.
„Albo oddać tego przeklętego kota.”
***
CDN w najbliższym czasie.
