BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

sobota, 22 maja 2010

Najwyższa ofiara

Uff...
Znowu jestem, ale nadal nie udało mi się skończyć żadnego z tych pięciu cykli, które zaczęłam... No więc ze względu na zaistniałe okoliczności, wpadłam na jakże genialny pomysł dodawania tego w częściach :D (prawda, że genialny? ;P)
Nie chciałam tego robić wcześniej, bo wszystko by się pomieszało biednym, nielicznym czytelnikom, ale nie mam wyboru.
Ta notka może nie będzie
najciekawszym z moich tekstów, ale tak jakoś wyszło z tą akcją... (Zrobiło się z tego lekkie romansidło) No więc proszę się nie zrażać bo za niedługo zamieszczę paringi z wspaniałej, cudownej i genialnej kreskówki o jakże wymownej nazwie Naruto :D M.i.n Shikamaru and Temari, Gaara and Sai, Gaara and Hinata i nieśmiertelne SasuNaru ;)
Tego tekstu, co prawda nie pisałam pod żadną muzykę, ale całkiem niezły klimat robi piosenka Now we are free słynnej Lisy Gerrard i Hansa Zimmera. Poniżej zamieszczam linka:

http://dans84.wrzuta.pl/audio/9twmG4Hlj2P/lisa_gerrard_-_now_we_are_free

A teraz życzę (jak zwykle) miłego czytania mojej "radosnej twórczości".
No i oczywiście notka ze specjalnym dedykiem dla Oliwii ;)

YoAne


***


Najwyższa ofiara


Wstał właśnie jasny, słoneczny poranek. Złote słońce wędrowało coraz wyżej po szarym widnokręgu, rozświetlając purpurową poświatą blade chmury.

Miriame stała na obrośniętym bluszczem tarasie z którego rozciągał się widok na całe miasto. Zimny, poranny wiatr rozwiewał nachalnie jej ciemne włosy i przenikał jej cienką nocną koszulę. Zadrżała. Światło słońca padało na nią, ale nie dawało ani odrobiny tak upragnionego przez nią ciepła. Zamknęła oczy, pragnąc z całych sił uciec od tego surrealistycznego świata. Przygryzła wargę łudząc się, że może teraz poczuje ból. Szkarłatna kropla spłynęła z jej ust.

Nadal nic.

„Czy tak już będzie zawsze?”

Perłowa łza spłynęła po jej trupio bladym policzku.

Weszła do domu, zamykając za sobą drzwi. Oparła się o nie. W środku panowało przyjemne ciepło. Pamiętała je jeszcze z czasu, gdy mogła je poczuć…

Teraz jej skóra pozostała tak samo zimna, jak była wcześniej.

Na poręczy łóżka wisiała jej błękitno- bordowa szata kapłanki. Włożyła ją na siebie i stanęła przed lustrem, przyglądając się swojemu odbiciu. Trudno jej było uwierzyć, że ta młoda dziewczyna na szkle, może być nią. Wzięła do ręki drewniany grzebień i zaczęła układać rozczochrane po nocy włosy. Następnie nałożyła na ręce, nogi i szyję rytualną biżuterię. Przyjemnie było znów poczuć jej ciężar.

Przewiązała się w biodrach czarnym, haftowanym pasem i wyszła do ogrodu.

„Nic się nie zmieniło”

Ogród był dokładnie taki sam jak zawsze. Gęste gałęzie drzew pochylające się nad alejką, bordowe frezje i jej ukochane róże. Podeszła do nich i pogładziła delikatnie ich ciemne płatki z karmazynowymi zdobieniami wdychając delikatny zapach.

„A raczej łudząc się, że to robi…”

Jej usta wykrzywił ponury grymas. To jedna z tych rzeczy, które najbardziej ją zabolały- Już nigdy nie poczuje tego zapachu.

Westchnęła.

Już tyle razy opłakiwała stratę, która ją spotkała, że teraz jedynie czuła pulsujące otępienie. Był to stan w który wprowadziła się sama i to z pełną świadomością. Nie miała zamiaru poświęcić życia- jeśli jeszcze można tak nazwać jej egzystencję- na opłakiwanie tego, co już się stało.

„Nie mogłaś inaczej.”

To była pełna prawda. Nie mogła…

„I ty dobrze o tym wiedziałeś!”- krzyknął głos w jej myślach- „Wiedziałeś, że zrobię to dla ciebie!”

Do jej myśli znów napłynęły te przeklęte wspomnienia! Z całych sił próbowała je odepchnąć, ale to nic nie dało. Nagle jej wspomnienia wręcz eksplodowały.

Złapała się obiema rękami za głowę i z jękiem upadła na wilgotną jeszcze od rosy trawę. Obrazy wirowały składając się powoli w jedną całość.


Znów widzi jego trupio bladą twarz. Wie, że on zaraz umrze. Obejmuje rozpaczliwe jego bezwładne ciało i z całych sił, jakie jeszcze jej pozostały błaga bogów, by jej go nie zabierali. Całym jej ciałem wstrząsają niepohamowane dreszcze a słone łzy płyną strumieniami po jej policzkach. Wie przecież, jak może mu pomóc.

Musi to zrobić.


Z jej ust mimowolnie wyrwał się krzyk. Wiedziała, że jeśli to potrwa jeszcze chwilę…


Położyła delikatnie jego zimne ciało na mokrej jeszcze od deszczu trawie. Poszukała pulsu. Znalazła. Nie było jeszcze za późno. Ręce jej drżały, ale determinacja i strach o życie ukochanego dodawały jej sił.

Jest tylko jeden sposób.

Wzięła trzy głębokie wdechy i pospiesznie przypomniała sobie słowa nauczycielki.


„Każdy człowiek ma zawartą w sercu życiową energię. Osoby uzdolnione magicznie w razie wielkiej potrzeby mogą rozdzielić tą energię na dwie części i wlać w dowolną żywą istotę. Jest to jednak nie bez powodu technika zakazana i jeśli już w ogóle stosowana to najwyżej w chwili zagrożenia życia ważnej osoby. Poza tym ta operacja jest zagrożeniem dla życia obu uczestników. A jeśli już się uda to odbiera ona część życia osobie dzielącej energię…

- Jak to odbiera część życia?- spytała jedna z uczennic- Zabija tą osobę?

- Nie, nie zabija. – odpowiedziała nauczycielka- Ale zabiera jej zdolność odczuwania i energię życiową. Taka osoba do końca życia będzie skazana na niewyobrażalne cierpienie. Za każdym razem gdy będzie próbowała użyć mocy. Dlatego też mało kto podejmuje się tego ryzyka. To wymaga naprawdę ogromnego poświęcenia.”


Wyjęła zza pasa sztylet i rozcięła jego jedwabną koszulę, uważając przy tym, żeby go niepotrzebnie nie zranić. Nakreśliła nim także potrzebne znaki na piersi chłopaka.


„Energia życiowa jest uwalniana przez dłonie. W tym wypadku wymaga ona także ofiary krwi…”


Szybkim ruchem rozcięła swój nadgarstek i przyłożyła do rany na jego piersi jednocześnie wypowiadając właściwe słowa. Czuła, jak powoli opuszcza ją moc. Ogarnął ją strach.

A co jeśli się nie uda? A jeśli oboje zginiemy?

Musiała podjąć ryzyko. Zresztą już za późno. Teraz nie było odwrotu.


Otworzyła oczy nadal krzycząc w agonii. Wszędzie wirowały tysiące rozmazanych plam.

„Musisz przestać!”- krzyczał jednocześnie głos w jej głowie- „Inaczej zginiesz!”


Nagle poczuła, jak całe jej ciało wręcz eksploduje mocą. Upadła z powrotem na trawę, choć nadal nie oderwała zakrwawionego nadgarstka od jego serca.

Muszę wytrzymać! Jeszcze tylko trochę!


Czuła, jak jego ciało wysysa z niej całe życie. Łzy znowu popłynęły po jej policzkach. Desperacko postanowiła dotrwać do końca. Cokolwiek by się miało stać. Jeśli zginą, to zginą razem a jeśli się uda…

Jej ciałem wstrząsnęła kolejna fala osłabienia i bólu.

„Jeszcze tylko trochę…”

Była już nieludzko słaba. Przed oczami zaczęły jej się pojawiać czarne plamy a w głowie słyszała tysiące głosów. Krzyknęła, ale nie usłyszała własnego głosu.

„Zaraz umrę…”- pomyślała- „Dłużej już nie wytrzymam…”

Straciła panowanie nad swoim ciałem i umysłem.

Jeszcze chwila, a oszaleje…


Nareszcie.

Wspomnienia znikły niczym zdmuchnięty płomień świecy. Opadła wyczerpana na ziemię.

A raczej była by wyczerpana…

… Gdyby cokolwiek czuła.


***


CDN