BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

czwartek, 25 marca 2010

Hmm... Tak właśnie ostatnio medytowałam nad różnymi opowiadaniami i doszłam do wniosku ( poniekąd za inspiracją mojej bety), że mogłabym napisać coś nowego... No i tak właśnie powstało to opowiadanie- łagodna wersja japońskiego gatunku yaoi czyli shonnen- ai. To jest, co prawda dopiero pierwsza część ale postaram się, żeby w najbliższym czasie ukazały się następne...

***

Strata. Akiro.

Słońce powoli zachodziło rzucając purpurowe cienie na klęczącą nad czarną trumną postać. Ciemne chmury przesuwały się powoli po niebie i zaczynał wiać chłodny wiatr.

Zbierało się na burzę.

Ale on na to nie zważał. Wszystko co kochał, co kiedykolwiek było dla niego drogie, odeszło… Ona odeszła. Nie miał już nawet siły płakać. Nie czuł niczego prócz bezsilności. Ciemnej, wszechogarniającej bezsilności. Nic już nie mógł zrobić…

Zaczął padać deszcz. Pojedyncze krople spływały po jego bladej twarzy i wsiąkały w długie, kruczoczarne włosy niczym słodkie łzy. Łzy bezsilności, smutku i rozpaczy.
Wiedział, że klęczenie nad martwym ciałem ukochanej Rei nic mu nie da. Czuł jak jego przemarzniętym ciałem wstrząsają niekontrolowane dreszcze. W domu czekało na niego suche ubranie, ciepłe łóżko i kolacja, lecz ciągle tu był. Nie miał zamiaru wracać. Nie miał po co…

„To i tak na nic, skoro ona odeszła…”- pomyślał

Wspomnienia wróciły z nową mocą. Uśmiechnięta twarz Rei, jej miękkie jasno brązowe włosy i błękitne oczy. Kiedyś mieli być razem…

Ale to „kiedyś” już nigdy nie nadejdzie. Został sam.

Pozwolił by ta myśl powoli i boleśnie do niego docierała. Wiedział, że nigdy się z tym nie pogodzi. Wiedział, że nie ma już po co żyć.

Ona odeszła…

Deszcz padał coraz mocniej. Z oddali mógł usłyszeć coraz mocniejsze grzmoty a niebo przecinało coraz więcej jasnych smug.

Wtem zauważył idącą drogą postać w długiej, czarnej szacie, jej głowę skrywał kaptur. Nie miał nawet siły wstać. Był tak wyczerpany, że jeśli ten ktoś miał złe zamiary to mógł go bez trudu zabić. Zresztą gdyby mógł to i tak by się nie bronił… Po co jeszcze ma żyć?

Nieznajomy podszedł bliżej.

Usłyszał nie znany mu głos:

- Na wszystkie żywioły… Co ty tu robisz?!- spytał ze zdziwieniem.

Podszedł do niego, podniósł go i przerzucił go sobie przez ramię.

Unai nie protestował. Był głodny, przemarznięty i wyczerpany. Nieznajomy niósł go przez zupełnie nieznaną mu okolicę. Próbował zapamiętać przebytą drogę i ewentualne punkty orientacyjne, lecz oczy same mu się zamykały. W końcu dał się porwać zmęczeniu i osunął się w aksamitną ciemność.

***

Obudził się.

Głowa pulsowała mu bólem a mięśnie paliły go niemiłosiernie. Podniósł się na rękach ignorując wyczerpanie. Rozejrzał się po pomieszczeniu w którym się znajdował. Była to mała, drewniana chata. Niedaleko jego łóżka stał kamienny kominek, który roztaczał wokół przyjemne ciepło a po przeciwległej stronie stało drugie łóżko. Mężczyzna wywnioskował, że musi ono należeć do jego dobroczyńcy. Przez okna, na wpół zasłonięte jasno zielonymi zasłonami przeświecały ciepłe promienie słońca. Usiadł powoli na pościeli owijając się puchową kołdrą. Jego całe ciało nadal było obolałe po niedawnych przeżyciach ale odkąd się obudził ból znacznie się zmniejszył. Siedział jeszcze przez chwilę mierząc wzrokiem wnętrze chaty. Pod ścianą naprzeciwko drzwi stał najwyraźniej własnej roboty stolik na którym stał wazon z błękitnymi kwiatami, których nie mógł rozpoznać. Ból coraz bardziej ustępował aż w końcu Unai poczuł, że może już swobodnie się poruszać. Postanowił wstać i wyjrzeć przez okno. Chciał zobaczyć gdzie jest, ale domyślał się, że pewnie i tak nie rozpozna okolicy. Przecenił swoje siły. Nogi się pod nim ugięły i opadł z powrotem na łóżko.

„ Ciekawe jak długo byłem nieprzytomny…”- pomyślał.

Jedyną osobą, która mogła mu cokolwiek wyjaśnić był owy nieznajomy. Lecz Unai był głodny i zmęczony. Nie miał siły go szukać. Postanowił się położyć i zaczekać. Przecież musi kiedyś w końcu przyjść… Owinął się kołdrą i ułożył w najbardziej wygodnej pozycji. Zamknął oczy i nawet się nie spostrzegł kiedy zasnął.

***

Poczuł jak ktoś nim delikatnie potrząsa. Przewrócił się na drugi bok. Nadal nie przestawał. W końcu niezadowolony i rozespany otworzył oczy. Zobaczył przed sobą twarz mężczyzny na oko w podobnym wieku co on. Miał błękitne oczy i złociste włosy sięgające mu do ramion.

Podniósł się szybko co wywołało falę bólu gdyż uświadomił sobie, że głowa znowu zaczęła go boleć. Było mu też dziwne gorąco. Blondyn natychmiast zaprotestował i położył go z powrotem na łóżku.

- Musisz leżeć- Powiedział- Masz wysoką temperaturę. Rano dałem Ci zioła, które na parę godzin powstrzymały ból, ale jak widzę przestały już działać. Zanim przyrządzę kolejną dawkę może minąć trochę czasu… Będziesz musiał wytrzymać. Nieźle się wyziębiłeś. Masz szczęście, że akurat tamtędy przechodziłem. Gdybyś tam leżał parę godzin dłużej twój organizm mógłby tego nie wytrzymać…

Unai jęknął i przewrócił się na drugi bok. Zaczynały nim wstrząsać dreszcze.

- Kim jesteś?- spytał nieznajomego

- Nazywam się Akiro Abakura. Jestem… można powiedzieć, że od pewnego czasu pustelnikiem. Musiałem uciekać z miasta kiedy…- przerwał- To długa historia a ty nie jesteś w najlepszym stanie. Opowiem Ci jak już poczujesz się lepiej. Teraz skup się na leżeniu i powrocie do zdrowia.- uśmiechnął się- Ugotowałem zupę- wskazał na niewielki kociołek nad kominkiem- Jak tylko ostygnie będziesz mógł zjeść. Domyślam się, że musisz być nieźle głodny.

Mężczyzna przytaknął.

***


CDN w najbliższym czasie