BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

poniedziałek, 11 października 2010

Sasuke and Naruto- "Spadające liście" część 3

Gomen, gomen i jeszcze raz gomen, ale ostatnio miałam taki rozgardiasz ze wszystkim, że kompletnie zapomniałam o notce x.x
Więc proszę was o wybaczenie i nie mordowanie, bo oto dzisiaj postanowiłam zamieścić na tymże oto blogu...
Oj, dobrze- koniec mowy wstępnej. Reasumując zapraszam do czytania kolejnej części SasuNaru :D
Ach, informacja dla raiah- Cykl o Meijim co prawda mam już prawie napisany, ale zamieszczę go na blogu duużo później .
I nie będzie to yaoi :P


No więc, miłego czytania .


YoAne


***


Jednak sytuacja, jaką zastał po przekroczeniu progu, gwałtownie zmieniła jego nastawienie do otaczającego go świata.

Na puszystym, zielonym dywanie, obrócony brzuchem do góry, leżał Shiro, wpatrując się w niego lekko przymrużonymi oczami.

Dalej krajobraz nie był już taki idylliczny.

Na kanapie, dywanie i podłodze walały się szczątki jego ulubionej paprotki.

Od razu wiedział, kto był temu winien. Spojrzał wyzywająco na Shiro.

Kocur odpowiedział mu zdziwionym spojrzeniem.

To nie ja. Sama spadła.

Rzeczywiście, sierść kota była idealnie czysta, co poddawało wątpliwości jego rzekomą winę. Jednak blondyn nie dał się na to nabrać. Mógł się założyć, że po dokonanej zbrodni ta paskuda poświęciła co najmniej godzinę na zacieranie śladów.

- To co? Może kosmici przylecieli i ją zrzucili, co?- spytał sarkastycznie Naruto.

„Całkiem możliwe”- zdawały się mówić oczy Shiro.

Chłopak już nie wytrzymał.

- Dobrze wiem, że to ty!- krzyknął- Ja Ci kupuję jedzenie, głaszczę Cię, zapewniam Ci lokum, a ty mi się tak odpłacasz?!

Kocur spojrzał na niego, jak na wariata i wrócił do przerwanej toalety.

„Ze mną już jest chyba naprawdę źle, skoro gadam do kota…”- pomyślał nieszczęsny Uzumaki, siadając ciężko na najbliżej stojącym fotelu.

W tej samej chwili Shiro zaczął węszyć w powietrzu i radośnie miaucząc, pobiegł w kierunku torby z zakupami.

- Teraz chcesz jedzenia, tak?- kocur spojrzał na niego błagalnym wzrokiem- No to sobie poczekasz.- odparł nadal wkurzony blondyn i ostentacyjnie obracając się do niego tyłkiem, poszedł na górę.

„Taak? No to jeszcze zobaczymy.”- pomyślał posiadacz miodowych tęczówek, odprowadzając go wzrokiem.

Jednak po chwili, dobiegające z kuchni hałasy zmusiły go do kolejnego zejścia na dół.

Na posadzce leżał fiskus, którego dostał od Tsunade a obok niego, z miną niewiniątka siedział Shiro.

- No nie! Tego już za wiele!- wydarł się Uzumaki i wziął kota na ręce.

Kocur protestował ze wszystkich sił, wiedząc, co jego pan zamierza zrobić, ale nawet jego pazury nie powstrzymały Naruto, który, gdy tylko doszedł do łazienki, wrzucił Shiro do środka i zamknął drzwi.

Z wewnątrz dobiegł go żałosny miauk.

- O, nie,- powiedział głośno blondyn- Nie weźmiesz mnie na litość. Możesz sobie miauczeć, ile tylko chcesz.

Cisza.

„Nareszcie będę miał trochę spokoju…”- pomyślał uśmiechnięty Naruto, idąc z powrotem na górę.

Shiro jednak, najwyraźniej miał zupełnie inne plany, gdyż, gdy tylko chłopak zdołał ułożyć się wygodnie na łóżku i zamknąć oczy, z dołu, a dokładniej z łazienki dobiegła go kakofonia dźwięków, zdolna obudzić umarłego. Wściekły blondyn o mało się nie zabijając, zszedł ze schodów i pobiegł w kierunku, z którego dobiegały.

Nacisnął klamkę i otworzył drzwi na oścież.

Okazało się, że sprawcą zamieszania jest Shiro, cały mokry, udekorowany pastą do zębów oraz pianką do golenia i patrzący na niego złotymi tęczówkami, spod skłębionej sterty papieru toaletowego.

Chłopak nie wiedział, czy ma się śmiać, czy płakać.

Z jednej strony jego łazienka wyglądała, jak po przejściu cyklonu a z drugiej nigdy jeszcze nie widział tego kota w tak pociesznej sytuacji.

Na jego twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Kocur spojrzał na niego z niemym wyrzutem w oczach.

O, tak. Zdecydowanie warto było przecierpieć te dwa lata tyranizacji, żeby to zobaczyć…

Nieszczęsna mieszanina akcesoriów łazienkowych wydała z siebie żałosne miauknięcie. Mimo wszystko blondynowi zrobiło się żal kota.

„A jemu to niby nie było żal, jak Ci rozwalił paprotkę?”- odezwała się ta wredniejsza strona jego psychiki.

„Może zrobił to niechcący?”- wepchnęła się ta lepsza.

„Och, tak. Na pewno. Ale z Ciebie debil!”

„Może i tak, ale zobacz, jak on teraz wygląda. Nie zasłużył sobie na to…”

„Masz rację. Zasłużył na coś o wiele gorszego.”

„Czy ty w ogóle nie masz litości? Zobacz na niego. Jest przerażony.”

„Nie, nie mam, a ty…”

Tę burzliwą dyskusję przerwał sam Uzumaki.

- No dobrze, już dobrze.- powiedział zrezygnowany i podszedł do Shiro z zamiarem zakończenia tej jakże upokarzającej dla biednego kota sytuacji.

Po chwili z łazienki dobiegły nieludzkie wrzaski, przeplatane przekleństwami, które po chwili przeistoczyły się jedynie w ciche jęki.

Shiro trzeba było przecież wykąpać.

Po dłużącej się w nieskończoność godzinie, Naruto wyszedł z łazienki, niosąc owiniętego ręcznikiem, całkowicie zrezygnowanego kota.

Jego oczy wyrażały wstyd i upokorzenie.

Pozwolił się zanieść blondynowi na kanapę i nawet się nie ruszył, gdy chłopak zaczął go suszyć suszarką.

Po wyjściu z łazienki Naruto nie wyglądał dużo lepiej. Na niedawno jeszcze suchym ubraniu widniały tajemnicze plamy po przeróżnych łazienkowych specyfikach. Na jego rękach można było dostrzec czerwone szramy. Twarz blondyna była blada, ale oczy wyrażały satysfakcję, a usta układały się w lekki, triumfalny uśmiech. Niebieskooki wyłączył na chwilę „maszynę tortur” i odszedł kawałek od kanapy. Zmierzył wzrokiem rozczochranego Shiro i wybuchnął śmiechem.

Kocur rzucił mu iście mordercze spojrzenie.

„No i na co się gapisz? Ty sam lepiej nie wyglądasz.”

Uzumaki nadal tarzał się po podłodze, nie zwracając kompletnie uwagi na Shiro, siedzącego na kanapie z miną Mony Lisy.

- Ja… nie… mogę!- wysapał ze łzami w oczach.

Kocur się nie poruszył. Ta cała sytuacja zdecydowanie uwłaczała jego godności, więc w obecnym położeniu postanowił zachować resztki honoru.

Po chwili, gdy już całemu czerwonemu na twarzy Naruto udało się opanować, z ironicznym uśmiechem powrócił do przerwanego zajęcia, jakim było suszenie kota, co chwile chichocząc pod nosem.

Cała operacja poszła szybko, choć nie do końca bezboleśnie (przypalone wąsy i kolejne zadrapania na ręce) i godzinę później blondyn, gwiżdżąc głośno kierował się w stronę prysznica na zasłużoną kąpiel.


***


CDN