BLOGGER TEMPLATES - TWITTER BACKGROUNDS »

czwartek, 27 maja 2010

"Najwyższa ofiara" część 2

No i ja znowu być :)
Pierwszy raz chyba jestem tak systematyczna (tylko cztery dni mnie nie było!) :P
Ale to dlatego, że dodaję cykl w częściach i mam już rozpisany z grubsza scenariusz ;)
Ach, i mam jeszcze dobrą wiadomość dla wielbicieli opowiadania (zresztą z tego to już się chyba zrobiła nowela) o Unaiu i Akiro- Znowu zaczęłam pisać i w przeciągu najbliższego...eee... miesiąca powinna ukazać się kontynuacja :D
A tak poza tym postaram się częściej dodawać notki (Jak już mówiłam mam w planach paringi z Naruto)
I ( jeśli chcecie- nikogo do niczego nie zmuszam) proszę was o jakieś szersze uwagi w komentarzach np. negatywne, żebym wiedziała, co mogę dopracować (albo dłuższa wypowiedź, co wam się podoba, żebym mogła rozszerzyć wątek.)
A na razie zamieszczam dalszy ciąg poprzedniej notki ("Najwyższa ofiara")

Oczywiście nadal ze specjalnym dedykiem dla Oliwii ;)

Tą część także zalecam czytać do tej samej muzyki i pod spodem jeszcze raz podaję linka.

http://dans84.wrzuta.pl/audio/9twmG4Hlj2P/lisa_gerrard_-_now_we_are_free


No i życzę miłego czytania ;)

YoAne


***


Szedł przez wydeptaną, leśną ścieżkę. Dookoła ćwierkały przeróżne gatunki ptaków, jakby ciesząc się z właśnie zaczynającego się dnia. Słońce wschodziło. Choć niewiele mógł zauważyć przez gęste korony drzew to w lesie się wyraźnie pojaśniło. Wszystko go bolało i czuł się potwornie zmęczony, ale starał się nie zwracać na to uwagi i iść dalej. Już od dwóch dni nie spał, ale poprzysiągł sobie, że ją odnajdzie i uczyni to. Cały miesiąc minął już od tamtego wydarzenia. Właściwie nie pamiętał dokładnie, co się wtedy stało, ale…

Do jego głowy znów napłynęły urywki wspomnień.


Wiedział, że zaraz umrze. Coraz bardziej tracił świadomość a miasto było daleko…

Za daleko…

Obraz przed oczami zaczął mu się coraz bardziej rozmazywać.

„ Nie…”

Nie może teraz umrzeć!

Ale to właśnie się działo. Umierał.

Chciał poruszyć ręką, ale nie mógł. Jego ciało w ogóle nie reagowało.

„Czyli tak wygląda koniec…”- na jego ustach pojawił się gorzki uśmiech.

Osunął się na ziemię. Spojrzał po raz ostatni na bezchmurne, błękitne niebo.

Tak błękitne, jak jej oczy…

Nagle ogarnął go bezgraniczny spokój. Czuł, jak jego serce powoli przestaje bić.

Czuł, jak z ust pociekła mu strużka krwi i stracił świadomość.

Ostatnią rzeczą, jaką poczuł, był żal, że musi ją zostawić.


Potem nie pamiętał nic. Obudził się i z wielkim zdziwieniem zauważył, że jego serce nadal bije.


Usiadł na ziemi i rozejrzał się dookoła. Nikogo nie było. Wstał i ze zdumieniem stwierdził, że nogi nie odmówiły mu posłuszeństwa. Był w tak samo dobrej formie, jak przed atakiem. Dotknął ręką klatki piersiowej. Nie było ślady po bliźnie, za to w okolicach serca wyczuł pochyłe, cienkie rany. Przesunął po nich parę razy palcem, jakby nie wierząc w to, czego właśnie dotyka.

Inskrypcja…

Ktoś wyrył na jego torsie inskrypcje.

„Co się stało?”- pomyślał zdziwiony

Nagle jego wzrok przykuł błękitny skrawek materiału i czyjeś ślady na trawie. Pochylił się i przyjrzał mu się dokładnie. Wstał i zszokowany wpatrywał się w niego dłuższą chwilę. Tak, teraz miał pewność.

Już wiedział, kto uratował mu życie.

„Miriame…”


Teraz pragnął ją odszukać. Nie wiedział, jak ona tego dokonała, ale bez jej pomocy by już nie żył. To był naprawdę wielki dług, którego nie mógł spłacić.

Teraz musiał wrócić do miasta i ją znaleźć. Wiedział, ze była kapłanką świtu, ale świątyni w mieście było pełno.

„Mówi się trudno”- powiedział sobie w duchu- „Będę szukał, dopóki jej nie znajdę”

Ruszył dalej.


***


Podniosła się powoli z ziemi. Nadal kręciło jej się w głowie. Ale mogło być znacznie gorzej. Gdyby tego nie przerwała… Jej własne wspomnienia mogłyby ją zniszczyć.

Wstała i spojrzała na swój strój. Był lekko ubłocony i pomięty, ale ogólnie nie wyglądał tak źle. Sięgnęła po moc i…

Znowu z krzykiem upadła na ziemię, wbijając paznokcie w skórę. Krzyknęła, ale nie usłyszała własnego głosu. Czuła tylko coraz bardziej wypełniający ją ból.

Po chwili wszystko zniknęło, tak jak się pojawiło. Zaczęła szlochać.

„Nigdy już nie będę mogła użyć mocy.”

Zapomniała, że to jedna z tych rzeczy, których już nigdy nie będzie mogła zrobić… Z jej dłoni kapała krew a szatę miała już naprawdę ubłoconą. Kolejna taka pomyła może skończyć się tragicznie. Wstała i na chwiejnych nogach poszła z powrotem do domu.

Usiadła na macie i ukryła twarz w dłoniach.

„Przynajmniej mogę płakać”- pomyślała z goryczą.

Od tamtego czasu łzy były jej jedynym wytchnieniem. Oszalała by bez tych słonych kropel, które teraz spływały jej po policzkach przynosząc tak niewyobrażalną ulgę. Teraz jej życie było jednym, niekończącym się pasmem cierpienia.

Po tym wydarzeniu samowolnie odeszła od roli kapłanki. Nie mogła teraz pełnić tej funkcji. Nie po tym, co się stało. Po prostu nie mogła…

Próbowała się uspokoić, ale gdy tylko wydawało jej się, że już to zrobiła po policzkach zaczynały płynąć jej nowe łzy. W końcu postanowiła poddać się smutkowi i zwyczajnie, po ludzku…

… zapłakać.

Tylko czy ona była jeszcze człowiekiem?


***

Szedł dalej. Było już daleko po południu. Słońce coraz bardziej zbliżało się ku zachodowi. Szkarłatne promienie przeświecały przez gałęzie i rzucały jasne cienie na ścieżkę.

„Już niedaleko”- pomyślał z nadzieją.- „Wieczorem powinienem dotrzeć na miejsce.”

A przynajmniej tak mu się wydawało.

Wiatr przyjemnie szumiał w gałęziach drzew. Mężczyzna się uśmiechnął. Ona była taka. Jak wiatr. Pamiętał, jak kiedyś razem siedzieli na wzgórzu i wpatrywali się w powoli zachodzące słońce. To była jedna z najprzyjemniejszych chwil w jego życiu. Nigdy nie zapomni ciepłego dotyku jej dłoni…

Ale tamte chwile już minęły. Musiał odejść do innego miasta i ją opuścić. To nie była jego wola, ale zakonu. Nie mógł się przecież sprzeciwić przełożonemu. Ale teraz zrozumiał, że nie zakon jest dla niego najważniejszy.

Szkoda, że dopiero teraz…

Szczerze mówiąc tęsknił za nią. Prawie co noc widział w snach jej uśmiechniętą twarz. Dokładnie taką ją zapamiętał. Wesołą i uśmiechniętą.

Piękną…

Chciał ją taką zobaczyć teraz. Ale ona pewnie się zmieniła…

„Zresztą ja też się zmieniłem.”- pomyślał z uśmiechem.

Wiedział, że już nigdy nie będzie tak, jak dawniej, ale musiał spróbować. Postawił wszystko na jedną kartę i nie zamierzał przegrać. Nie teraz.

Nie po tym wszystkim.

Przysiągł sobie, ze nigdy więcej nie pozwoli, żeby przez niego cierpiała.

„Ciekawe, czy ona o mnie nadal pamięta?”


***

Był już prawie zmierzch. W gildii nauczono ją, że to była właśnie najlepsza pora na zbieranie ziół. Poza tym ta pora miała jeszcze drugą zaletę.- Nikt jej nie zobaczy. Od tamtego czasu unikała ludzi. Nie chciała, żeby ktokolwiek zobaczył ją w takim stanie. Znajomym i rodzinie powiedziała, że wyjechała. Jej dom leżał na wzgórzu poza miastem, więc nikogo tu nie było. Owinęła ręce bandażami i nałożyła czarną szatę z kapturem, który zakrywał jej twarz. Wzięła skórzaną torbę i wyszła z domu. Przeszła szybko przez ogród i wyszła na żwirową uliczkę. Tak się spodziewała, nikogo nie było.

Szła szybko, nie oglądając się za siebie. Po drodze spotkała paru ludzi, ale tak jak się spodziewała nie zwrócili na nią większej uwagi. Szła dalej, aż doszła do lasu.

Zdjęła kaptur. Tutaj nikt nie mógł jej zobaczyć. Skręciła na wschód i w końcu doszła do niewielkiej polany. Zaczęła zrywać zioła, łamiąc delikatnie, zaraz przy ziemi ich kruche łodyżki. Zebrała już prawie wszystkie, gdy nagle zauważyła, że z naprzeciwka ktoś idzie w jej stronę. Torba wypadł jej z rąk.

„Przecież nikt tu nigdy nie przychodzi”- pomyślała przerażona, cofając się krok do tyłu.


***


Było już ciemno, gdy w oddali zobaczył las otaczający wioskę. Przyspieszył kroku. Już był naprawdę niedaleko. Jeszcze trochę i ją zobaczy…

Uśmiechnął się do siebie.

Wszedł w ścianę drzew i zagłębił się z otaczającą go ze wszystkich stron zieleń. Gęste gałęzie rozrywały jego ubranie i kaleczyły mu ręce, ale nie zważał na to. Gdy tylko dojdzie do miasta, znajdzie jakieś mieszkanie, ale na razie musiał przede wszystkim tam dojść.

Szedł coraz dalej, aż w końcu znalazł wąską ścieżkę, która potem rozszerzyła się i zamieniła w udeptaną aleję. Doszedł do rozwidlenia. Nie pamiętał już w którą stronę ma iść. Był tu zaledwie pół roku temu, ale miał wrażenie, jakby już minęły lata. Zaryzykował więc i skręcił na zachód.

To był błąd. Ścieżka zaczęła się zwężać. Już miał wracać, gdy zobaczył przed sobą wyraźną przerwę w drzewach. Ciekawość wzięła nad nim górę i poszedł w tamtą stronę.

Wyszedł na niewielką polanę, przez którą płynął strumień. Rozejrzał się. Niedaleko ktoś klęczał i zbierał zioła. Chciał już odejść, gdy nagle uświadomił sobie, kim jest ta postać. Na jej ramiona spływały czarne włosy, które założyła za uszy. Nie miał wątpliwości- To była ona.

Podszedł krok w jej stronę. Odwróciła się i spojrzała na niego. Zszokowany, cofnął się o krok. Miała trupio- bladą twarz, sine usta i wyraźnie zarysowane kości policzkowe. Jego serce ogarnął ból. Nie spodziewał się zobaczyć jej w takim stanie…

W jej oczach wyraźnie malował się strach. Nie poznała go. No tak! Przecież miał na głowie kaptur! Z tego wszystkiego o nim zapomniał.

Zdjął go pospiesznie. Gdy to zrobił, w oczach dziewczyny pojawiły się iskierki rozpoznania. Poruszała ustami jakby chciała wypowiedzieć jego imię, ale nie zrobiła tego. Postanowił wyjść z cienia. Gdy stanął na środku polany i jego twarz oświetliły promienie księżyca, ujrzał w jej oczach pewność.

Wiedziała, że to on.


***


- Azes..- wyszeptała.

Nie miała wątpliwości. To na pewno był on. Co on tu, do licha robił?! Z jej oczu mimowolnie popłynęły łzy. Podszedł w jej stronę. Nie odsunęła się i pozwoliła, aby ją objął. Wtuliła się w jego ramię, nadal płacząc.

On pewnie nic nie wie… Nie wie czym się stałam.

- Tęskniłem za tobą- powiedział

- Ja…- nie wiedziała co odpowiedzieć- Też o tobie pamiętałam- dokończyła cicho.

Przytulił ją jeszcze mocniej.

Jak ma mu to powiedzieć?

- Czemu tu przyszedłeś?- spytała

- Bo zrozumiałem, że zakon nie jest dla mnie najważniejszy…- odparł- Wiedz, że ty nigdy nie byłaś mi obojętna. Naprawdę nie mogłem już wytrzymać. Śniłaś mi się prawie co nocy. A poza tym… Wiem co się wtedy stało. Pamiętam, jak uratowałaś mi życie. To już przeważyło szalę. Postanowiłem cię odnaleźć. Już teraz zawsze będziemy razem.

Zacisnęła usta.

- Azes…- powiedziała słabo- Ja nie jestem taka, jak kiedyś.

- Wiem o tym- odparł- Ja też nie jestem. Każdy się zmienia.

Kolejna łza spłynęła po jej policzku.

- Nie rozumiesz- wyszeptała przez łzy- Ja nie mogę z tobą być.

Odsunęła się delikatnie od niego. Na twarzy chłopaka pojawił się smutek.

- Rozumiem…- powiedział- Jeśli mnie nie kochasz…

- Nic nie rozumiesz!- krzyknęła- Kocham Cię. A raczej kochałabym, gdyby te słowa miały jakiekolwiek znaczenie w moich ustach!

Nagle poczuła się strasznie słabo. Niby jak miała mu to wszystko wytłumaczyć? Osunęła się na ziemię, wpatrując się przed siebie niewidzącym wzrokiem. On natychmiast do niej podbiegł. W jego oczach odbijała się troska.

- Miri…- tak dawno już nie słyszała tego zdrobnienia…- Źle się czujesz?- spytał

On naprawdę nic nie rozumie…

- Posłuchaj- powiedziała starając się opanować drżenie głosu- Ja nie mogłabym Cię pokochać. Choćbym nie wiem jak bardzo chciała. Słyszałeś o technice podziału energii kapłanek świtu?

Pokręcił głową.

- Tak myślałam.-kontynuowała- Tą technikę można użyć w przypadku zagrożenia bliskiej osoby. Jednak po wykonaniu takiej techniki, ten kto to zrobił traci połowę swojej życiowej energii zawartej w sercu i zdolność odczuwania gdyż ta połowa, którą może oddać zawiera jego uczucia. Poza tym za każdym razem, gdy chce użyć mocy w jakimkolwiek celu, przeżywa niewyobrażalny ból. Ta technika blokuje to na zawsze… Zazwyczaj takie osoby prędzej, czy później popełniają samobójstwo, bo nie mogą już wytrzymać…

- Nie rozumiem…- powiedział kręcąc głową- Czemu mi to mówisz?

- Bo ja właśnie użyłam tej techniki, kiedy umierałeś!- krzyknęła- Nie mogłam znieść myśli, że cię stracę…

- O, Boże- wyszeptał- Czemu to zrobiłaś?!

W jego głosie brzmiała rozpacz.

- Miriame… Nie…- wyszeptał z niedowierzaniem.- Co ty zrobiłaś…

Przysunął się do niej i przytulił ją jeszcze mocniej. Jego szmaragdowe oczy patrzyły na nią z żalem. Nie mogła tego dłużej znieść. Odwróciła wzrok.

- Przepraszam cię…- powiedziała- Nie mogłam inaczej. Nie potrafiłabym.

Zapadła cisza. Lekki podmuch wiatru rozwiał jej włosy.

- Da się to jakoś naprawić?- spytał

Przypomniała sobie słowa swojej nauczycielki.

„… Można to odwrócić tylko w jeden sposób. Osoba, która przyjęła energię musi umrzeć.”

- Nie- skłamała- Nie ma.

Wiedział, że taka będzie odpowiedź, ale mimo wszystko miał taką głupią nadzieję, że może jednak…

Mylił się.

Stracił ją.

Na zawsze.


***


CDN