Parę osób pytało już o notkę, więc z racji, że mam teraz chwilę czasu, postanawiam niniejszym ją dodać :D
Dzisiaj dam wam spokój z moimi "wywodami powitalnymi" i powiem krótko...
Zapraszam do czytania ;)
Aha, no i co do tego cyklu o Unaiu i Akiro, to będzie prawdopodobnie, jak skończę to opowiadanie... Ale nic nie obiecuję.
YoAne
***
W sklepie nie było tłumów. Prawdę mówiąc, to nie było prawie nikogo.
Zanim dotarł do kociego jedzenia, zdążył zobaczyć panią z małym, rozwrzeszczanym dzieckiem, które głośno protestowało przed regałem z zabawkami, samotnego, zamyślonego mężczyznę, zmierzającego ku działowi ogrodniczemu, młodą dziewczynę, medytującą nad wyborem zeszytu oraz starszą babcię, kupującą banany.
Wtedy właśnie wszedł w dział zoologiczny i zauważył upragnioną puszkę z kocim jedzeniem. Wziął od razu cztery (Nie wiadomo, co temu stukniętemu kotu strzeli do głowy.) i ruszył w stronę pierwszej lepszej kasy. Obsługiwał ją jakiś młody chłopak. Nie zwracając na niego większej uwagi, zapłacił za zakupy i poszedł dalej.
Nawet nie podejrzewał, że cała drogę do wyjścia, śledziły go czyjeś, onyksowe tęczówki.
***
Gdy wyszedł na zewnątrz, ze zdziwieniem stwierdził, że świeci słońce.
Cienkie strużki wody płynęły po chodnikach i ściekały z głośnym pluskiem do studzienek. Na liściach iskrzyły się kryształowe krople, spadając na głowy niczego nieświadomym przechodniom. Naruto wpuścił do płuc świeże powietrze.
Od razu lepiej.
Spojrzał w górę. Uciekające coraz bardziej na zachód chmury, odsłaniały coraz to większe połacie czystego błękitu.
Gdy rzuciła go Sakura, sądził, że życie straciło cały sens. Teraz musiał przyznać, że się mylił. Zdecydowanie warto było żyć, choćby dla tego jednego dnia.
Z uśmiechem na ustach, ruszył w stronę domu.
***
Fragment krótki, bo krótki, ale nie udało mi się inaczej podzielić akcji… Obiecuję, że następna notka będzie znacznie dłuższa.
No cóż...
Krótko mówiąc miałam niewielkie opóźnienie z tą notką.
No, może jednak trochę większe, niż "niewielkie" :D
W każdym razie- jak już część czytelników zdążyła się zapewne dowiedzieć, zamierzam na razie zaniechać procedury zawieszania bloga i poczekać na lepszą okazję...
Czyli jednym słowem- będę pisać dalej. Przynajmniej na razie. Postaram się pododawać teraz te "lepsze" notki- czyli cykle, bądź one-shoty z Naruto (oczywiście na razie shonen-ai, ale kto wie, co mi jeszcze wpadnie do głowy:P)
Dzisiaj dodam ciąg dalszy poprzedniej notki, czyli Sasu x Naru.
Zapraszam do czytania.
Dedykacja dla Basi i mojej Wspaniałej Bety (Raiah- to dla Ciebie) ;)
YoAne
***
Gdy wszedł do mieszkania, poczuł momentalnie ogarniające go ciepło, płynące z ustawionych prawie na maxa kaloryferów. Zdjął kurtkę i powiesił go ją na wieszaku.
W chwili, gdy przekręcał klucz w zamku, poczuł, jak coś ciepłego, włochatego i mruczącego ociera się o jego kostki. Był to Shiro- biały kocur z rudymi pręgami i jedną, czarną plamką na nosie. Naruto właśnie miał zamiar zdjąć ubłocone buty, ale Shiro najwyraźniej był innego zdania, gdyż ze złośliwym błyskiem w oczach, ocierał się nachalnie o jego nogi, o mało go nie przewracając.
W końcu po kolejnej nieudanej próbie rozwiązania sznurówek w niedawno jeszcze nowych, białych adidasach, które teraz wyglądały, na co najmniej z trzeciej ręki, dał sobie spokój i z rezygnacją podrapał kocura pod pyszczkiem. Shiro zaczął mruczeć jeszcze głośniej i po dziesięciu minutach pieszczot, dał mu spokój.
Błękitnooki westchnął, zdjął buty i przechodząc przez korytarz, spojrzał mimowolnie w lustro. Przedstawiał sobą dość żałosny widok. Mokre włosy sterczały mu na wszystkie strony, na policzkach miał rumieńce barwy głębokiego szkarłatu, koszula była przemoczona u góry a ze spodni dosłownie spływała woda.
Westchnął i poszedł po schodach, do swojego pokoju.
Jak zwykle panował w nim „twórczy nieład”, więc minęła sporo czasu zanim udało mu się znaleźć ubranie na zmianę. Kiedy już się przebrał, powiesił mokre części garderoby na kaloryferze, stwierdził, że włosy wysuszą się same i zszedł na dół, do kuchni po coś do jedzenia. Jednak po dokładnym przeszukaniu lodówki, wszystkich szafek i półek a nawet kociej miski, stwierdził, że w domu nie ma absolutnie nic jadalnego.
No nic, trzeba będzie zrobić zakupy.
Podszedł do okna, odsunął zasłony i wyjrzał na zewnątrz. Pogoda w dalszym ciągu nie była zachęcająca.
Ale jak mus, to mus- nikt inny tego nie zrobi.- pomyślał z rezygnacją.
Był sierpień. Za dwa tygodnie zaczynał szkołę. Po przeprowadzce musiał ją zmienić, bo do poprzedniej miał za daleko. Nowe liceum było zaraz obok jego bloku, więc nie musiał nigdzie dojeżdżać.
To był plus.
Niestety, jego minusów życiowych było znacznie więcej- Gdy był mały, ojciec wyjechał za granicę, zostawiając go z matką, która wkrótce potem umarła. Trafił wtedy do „dobrej przyjaciółki mamy”, Tsunade i jej męża- Kakashiego, który kazał mu nazywać się „wujkiem” i dawał mu cukierki. Lubił ich, ale nikt nie potrafił zastąpić mu rodziny, której właściwie nigdy nie poznał.
Co prawda nie był jeszcze pełnoletni, ale kiedy oświadczył „wujkowi Kakashiemu”, że chce się przeprowadzić do starego domu, ten bez wahania zaakceptował jego pomysł, twierdząc, że prawdziwy mężczyzna powinien jak najwcześniej nauczyć się samodzielności. Co prawda „Ciocia Tsunade” z początku nie miała najmniejszego zamiaru się zgodzić, poddawając wątpliwości jego „dorosłość”, ale po tygodniu ciężkich debat udało się ją udobruchać.
Tak więc teraz mieszkał tutaj.
Z tych wszystkich ponurych myśli, wyrwał go donośny miauk Shiro, który właśnie zauważył, że ma pustą miskę.
To przesądziło całą sprawę.
Musiał pójść na zakupy i to w trybie natychmiastowym, inaczej wszyscy okoliczni sąsiedzi przyjdą do niego ze skargą. Dotknął ręką swoich włosów- już prawie wyschły.
We wtórze coraz to głośniejszych żalów kocura ubrał szybko czarne adidasy i narzucił kurtkę.
- Shiro, przestań wreszcie!- krzyknął, chociaż dobrze wiedział, że to nic nie da- Sąsiedzi mnie zabiją!
Wymieniony powyżej nic sobie z owej wypowiedzi nie zrobił i zaczął miauczeć jeszcze głośniej, ignorując kompletnie błagania nieszczęsnego właściciela.
- Nie widzisz, że już idę do sklepu?!- Naruto spróbował inaczej.
-Miau…?- Shiro poruszył uszami i zwrócił na niego łaskawie swoje miodowozłote tęczówki, lustrując go od góry do dołu. W końcu chyba doszedł do wniosku, że jego pan rzeczywiście idzie do sklepu po jedzenia dla niego, więc poszedł powoli w kierunku kanapy, wskoczył na nią i zaczął się starannie wylizywać. Gdy blondyn nadal nie ruszył się z miejsca, rzucił mu jakże wymowne spojrzenie o treści mniej więcej „Na co czekasz idioto? Nie widzisz, że jestem głodny?”
Naruto westchnął ostentacyjnie, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz z postanowieniem, że musi poważnie popracować nad swoją silną wolą.
Hmm... Jeśli chodzi o moje usposobienie do świata zewnętrznego to szczerze mówiąc mam obecnie nieco... refleksyjno- nierealistyczną naturę. Pasjonuję się literaturą praktycznie każdego gatunku, byle tylko miała jakąś konkretną (ciekawą) akcję i była napisana "po polsku" ^^ Głównie fantasy (nie mylić z fantastyką) i dobrze napisanym romansem (co jest rzadkością w dzisiejszych czasach xD ) , muzyką "z charakterem", sztuką rysunku (nawet jeśli ołówkiem na kartce) i wierszami. Ogólnie tzw "sztukami pięknymi " Piszę opowiadania, wiersze i prozę a także zaczęłam już pisać moją pierwszą książkę. Pewnego dnia postanowiłam podzielić się tym z innymi przedstawicielami ludzkiego gatunku i opublikować niektóre moje dzieła na tymże oto blogu xD
Mam nadzieję, że się spodoba ^^
Miłego czytania :3
Ach, no i jeśli ktoś miałby jakieś uwagi bądź propozycje to podaję numer gg: 470068 ;)