Przepraszam was drodzy nieliczni czytelnicy mojego bloga. Ostatnio praktycznie nie miałam czasu pisać i wena także jakoś mi uciekała... Ale pomimo tego udało mi się wymedytować ciąg dalszy opowiadania, które zaczęłam w poprzednim poście. Miłego czytania. Yo Ane.
***
Jego brzuch rzeczywiście coraz bardziej domagał się jedzenia. Zapach stygnącej zupy ani trochę mu nie pomagał, ale sprawiał, że nie mógł już myśleć o niczym innym. Kolejne minuty dłużyły się niemiłosiernie. W końcu Akiro powiedział:
-No, myślę, że zupa już ostygła. A poza tym widzę, że już dłużej chyba nie wytrzymasz.
Na jego twarzy znowu pojawił się szeroki śmiech. Poszedł do kociołka i nałożył zupę do drewnianej miski. Podał ją mężczyźnie.
- Jeśli będziesz chciał dokładkę w co zresztą nie wątpię to mów.
Akiro także nalał sobie zupy i zaczął jeść. Unai dosłownie pochłaniał zawartość naczynia. Dopiero podczas jedzenia uświadomił sobie, jak bardzo był głodny. Uśmiechnął się zadowolony.
- Mmm… Nie wiem czy jestem aż tak głodny czy ty naprawdę tak świetnie gotujesz.- powiedział.
- Myślę, że to pierwsze- odparł blondyn- Wiele osób już próbowało zupy mojej roboty, ale tylko Tobie ona tak smakuje- uśmiech nadal nie znikał z jego twarzy- Więc sądzę, że jesteś po prostu wściekle głodny.
- Masz rację. Jestem głodny, aczkolwiek nadal nie zmienię swojego zdania i będę twierdzić, że ta zupa jest naprawdę dobra. Może inni jej nie doceniali bo za często ją jedli.- teraz on się uśmiechnął.
Po chwili śmiali się obaj aż Unaia znowu rozbolała głowa.
- A tak poza tym… -zaczął brunet- Myślę, że chyba powinienem się przedstawić… Rozmawiasz ze mną, jakbyśmy się znali od dawna, a ja nawet nie powiedziałem Ci, jak mam na imię…
- Miałem zamiar Cię o to wkrótce spytać, ale pomyślałem, że są ważniejsze sprawy i może to poczekać.- odparł blondyn- Myślałem, że to nie będzie zbyt taktowne jeśli ty będziesz tu leżał w gorączce a ja będę Cię wypytywał o szczegóły twojego życia… Ale jeśli chcesz mi się dobrowolnie przedstawić skorzystam z okazji.
Znowu się uśmiechnął.
- No więc nazywam się Unai Hanari. Jestem… Właściwie zawsze uwielbiałem pisać. Ale jak wiesz ten zawód nie należy do zbyt opłacalnych. Mieszkałem u siostry matki więc musiałem sam zarabiać na swoje utrzymanie. Ojciec nauczył mnie stolarstwa. Postanowiłem więc pracować w tym fachu, ale i tak wolne chwile spędzałem na pisaniu… Zresztą to i tak już nie ma znaczenia. Wątpię, żebyś miał tu pióro i pergamin.
Akiro się uśmiechnął.
- No więc muszę rozwiać twoje wątpliwości. Mogę Ci obiecać, że jak już wrócisz do zdrowia, będziesz mógł pisać. Na razie połóż się i odpoczywaj. Porozmawiamy potem.
- Nie czuję się aż tak źle.- zaprotestował Unai- Możemy rozmawiać.
- Tak Ci się tylko wydaje.- zaczął Akiro- Na razie działają na Ciebie zioła przeciwbólowe i obniżające gorączkę. Ty czujesz się dobrze, ale to tylko złudzenie. Bez tych ziół nie miałbyś nawet siły ruszyć ręką.
Brunet westchnął.
- Jak długo mam leżeć?- spytał słabo
- To zależy.- odparł blondyn- Będę mógł ocenić twój obecny stan dopiero, gdy minie działanie ziół. Ale myślę, że nie więcej niż dwa dni.
Unai przewrócił się na plecy. Na suficie dostrzegł wyblakłe symbole namalowane bordową farbą. Ciekaw był co mogły oznaczać. A może to były tylko elementy dekoracyjne?
Akiro jakby czytał w jego myślach.
- Sam też nie wiem, co one znaczą.- powiedział- Znalazłem tu także książkę z podobnymi znakami, ale do tej pory nie udało mi się ich rozszyfrować. Sądzę, że to może być jeden z zapomnianych języków… Jeśli tak to może i lepiej, że nie wiem co one oznaczają…
- Skąd wiedziałeś, że o tym myślę?- spytał Unai
- Intuicja- odparł blondyn z tajemniczym uśmiechem.
Nagle wstał z łóżka i podszedł do czarki leżącej na stoliku.
- Ach, prawie bym zapomniał…- zaczął Akiro- Miałem przygotować zioła. Poprzednia dawka za niedługo przestanie działać. Wtedy sprawdzę twój stan, ale jeśli będzie zły trzeba Ci będzie szybko podać następną. Nie chcę byś się niepotrzebnie męczył. Ale i tak widzę, że narazie nie umierasz. Mogę się założyć, że jeśli będziesz leżeć to za dwa dni będziesz już w stanie wstać o własnych siłach a jeśli wszystko pójdzie dobrze, za tydzień będziesz mógł wrócić do domu.
Unai przewrócił się na drugi bok. Blondyn natychmiast zareagował.
- Źle się czujesz?- spytał zaniepokojony- Może już lepiej zabiorę się za te zioła…
- Nie. Nic mi nie jest.- odparł- Tylko… Ja… Po prostu nie mam po co wracać. Wczoraj, kiedy mnie stamtąd zabrałeś straciłem najważniejszą osobę w moim życiu… Nazywała się Rei Arato. Kiedyś mieliśmy być razem. Ciężko zachorowała. Gdy lekarze odkryli wreszcie co jej jest było już za późno…
Zacisnął dłonie. Wspomnienia o których starał się za wszelką cenę zapomnieć znowu wróciły. Szmaragdowe oczy ukochanej patrzące na niego z uwagą. Karmazynowe usta na których wiecznie pojawiał się uśmiech. Delikatne dłonie, których dotykał…
Do jego oczu napłynęły łzy. Nie zważając na obecność Akiro ani na zdanie całego świata zaszlochał.
- Przykro mi…- powiedział słabo Błękitnooki
Zapadła cisza. Unai wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w ścianę. Przed oczami ciągle miał wizje, o których nigdy nie zapomni. Łzy nadal spływały po jego policzkach i wsiąkały w poduszkę. To tak bardzo bolało…
Akiro usiadł obok niego i objął go ramieniem.
- Nie martw się- powiedział- Możesz tu zostać tak długo, jak tylko będziesz chciał. Jak już poczujesz się na siłach i jednak będziesz chciał wrócić do domu bądź odejść gdzie indziej nie będę Cię zatrzymywał- na jego twarzy pojawił się słaby uśmiech- Pamiętaj. Zawsze będziesz miał gdzie wrócić.
Unai przetarł oczy ręką.
-Dziękuję Ci…- powiedział cicho
Siedzieli przez chwilę w milczeniu, które w końcu przerwał Akiro.
- Na pewno nie chcesz dokładki zupy?- spytał- Musisz teraz dużo jeść.
- Nie, dziękuję…- odparł Unai- Jakoś straciłem apetyt. Jedyną rzeczą, na którą mam teraz ochotę jest głęboki sen. Chociaż wątpię czy zasnę.
- Rozumiem.- powiedział niebieskooki- Nawet nie wiesz, jak bardzo...
Nastała cisza. Za oknem usłyszał śpiew ptaków.
„W mieście ich nie było”- pomyślał z nostalgią
Siedzieli tak przez chwilę, każdy zatopiony w swoich własnych przeżyciach. Unai bardzo chciał się dowiedzieć czegoś więcej o blondynie, ale uznał, że to raczej nie jest odpowiednia pora.
„Powiedział, że rozumie mój ból… Może on też kogoś stracił? Kogo? Ile ja jeszcze o nim nie wiem…”
Akiro spojrzał na zegar, stojący na kominku.
- Te zioła przestają działać bardzo gwałtownie.- powiedział- Jeśli poczujesz się choć trochę gorzej, natychmiast mi o tym powiedz.
Unai przytaknął.
Mijały kolejne minuty, aż w końcu zaczęła ogarniać go senność. Przymknął oczy. Fale wspomnień zaczęły wciągać go coraz głębiej i głębiej w coraz to dalsze obszary świadomości.
Znowu był z ojcem. Siedzieli razem na ławce strugając groty strzał na jutrzejsze polowanie. Słońce powoli zachodziło rozświetlając niebo purpurową poświatą. Czuł się taki szczęśliwy.
- Tato?- usłyszał jakby przez mgłę swój głos- Kiedy mnie nauczysz walczyć?
- Przyjdzie jeszcze na to czas…- odpowiedział zamyślony ojciec- Widzisz… Na tym świecie jest wiele zła. Jedną z najgorszych rzeczy jest używanie broni w niewłaściwym celu. Nauczę Cię, ale pamiętaj, żebyś zrobił z niej właściwy użytek.
- Obiecuję tato- powiedział z entuzjazmem chłopak- Chciałbym walczyć, by móc zmienić ten świat.
- To nie takie proste- odparł mężczyzna- Sam nie dasz rady zmienić tego świata. Jeden młody chłopak niewiele może zdziałać przeciwko całej armii. Musisz się jeszcze tak wiele nauczyć…
Chłopak posmutniał.
- To mnie naucz- poprosił- Naucz mnie, jak mogę to zrobić. Musi istnieć jakiś sposób.
- No więc dobrze- zaczął ojciec- Powiem Ci coś, do czego ja musiałem dochodzić przez parę lat. To nie broń i walka są najważniejsze. Tym nie zmienisz świata.
Chłopak zrobił zdziwioną minę.
Owszem, to też jest ważne- kontynuował ojciec- Lecz najważniejsze jest mieć kogoś kto będzie Cię wspierał i komu będziesz mógł bezwarunkowo zaufać. To jest ważniejsze od najlepszego miecza.
- Przyjaźń?- spytał chłopak
- Tak, przyjaźń- odparł ojciec- Pewnego dnia to zrozumiesz…
Las się zaczął rozmywać. W wirującej bieli usłyszał jeszcze echo słów ojca.
„Pewnego dnia to zrozumiesz”
Stał na wzgórzu. Ciepły wiatr rozwiewał jego kruczoczarne włosy. Słońce właśnie wschodziło. Wziął głęboki oddech. Dzisiaj mieli z ojcem wyruszyć w góry. Poczuł ogarniającą go euforie. Zbiegł ze wzgórza słysząc przyjemny szum wiatru w uszach. Pobiegł dalej, przez las aż jego oczom ukazał się dom. Wszedł do środka. Ojciec jeszcze spał.
- Obudź się tato!- słyszał swój wesoły głos- Idziemy w góry!
Żadnej reakcji.
- Tato?- spytał z niepokojem
Znowu nic.
- Tato!
Dotknął ręki ojca. Nie wyczuwał pulsu a ciało było nieludzko zimne.
Upadł na kolana i ukrył twarz w dłoniach.
- Tato!- zaszlochał- Tato!
Unai podniósł się z krzykiem.
W jego uszach nadal brzmiał echem rozpaczliwe błaganie. Zbyt dobrze pamiętał tamten ranek. Oddychał ciężko. Od tego gwałtownego ruchu jego ciałem wstrząsnęły mdłości. Głowa pulsowała mu bólem.
Blondyn leżał na swoim łóżku.
- Akiro- powiedział słabo- Te zioła już chyba przestały działać…
Mężczyzna natychmiast wstał i podszedł do niego. Przyłożył mu rękę do czoła.
- Tak myślałem…- mruknął- Nie jesteś w zbyt dobrym stanie. Zaraz dam Ci ziółka. Połóż się i spróbuj zasnąć. Jak się obudzisz powinieneś poczuć się znacznie lepiej.
- Wolałbym nie zasypiać…- jęknął
- Coś się stało?- spytał Akiro
- Nic takiego. Po Prostu… Miałem niezbyt przyjemny sen.
„A może raczej wizję?”- pomyślał
Przez ten czas czuł, jakby naprawdę tam był i przeżywał to wszystko po raz drugi. Ciekaw był tylko, czemu zobaczył akurat to …
„Może miałem to zobaczyć?”
Blondyn wstał i podszedł do okna.
- Muszę pójść na polowanie i nazbierać ziół póki jest dobra pogoda.- powiedział- Wykorzystałem już prawie całe zapasy.
Ubrał skórzany pas i przerzucił kołczan ze strzałami przez ramię.
- A tak swoją drogą… Gdzie my jesteśmy?- spytał Unai- Mam na myśli jak daleko od …
- Nie dalej niż tysiąc metrów- odparł blondyn- Lepiej się pospieszę zanim zacznie padać. Od wschodu nadciągają niezbyt przyjemne chmury.- zdjął czarkę z ziółkami znad kominka i postawił ją na stoliku obok łóżka Unaia- Tu masz zioła. Wypij je.
Akiro pospiesznie wyszedł machając mężczyźnie na pożegnanie. Unai opadł na poduszkę lecz pomimo zmęczenia długo nie mógł zasnąć dręczony przez bolesne wspomnienia. Zaczął coraz mocniej wiać wiatr.
„ Akiro miał rację- pomyślał- Zaraz będzie padać…”
Rzeczywiście po chwili miarowy szum deszczu zaczął bębnić w szyby chaty. W końcu oczy same mu się zamknęły i nawet nie zauważył kiedy odpłynął.
***

5 komentarze:
Jest coraz ciekawiej.Będe niecierpliwie czekać na kojejną część.
Strasznie krótka oszuście.
Zua beta się odzywa.
Cudo :P
Fajniusianiusianiusaniusiasuaisuaisuaisuaisuaisuainia :D I HOT :P
Jesteś niesamowita :)
;D
Prześlij komentarz