Poprzednia notka pewnie była lekko zdechła i Ci nieliczni co czytają mojego bloga mogli się na mnie trochę zawieść... Dzisiaj dodam dalszy ciąg o Akiro i Unaiu i mam nadzieję, że będzie lepszy. Pisałam to trochę na szybko więc mogą być błędy. No i to właściwie tyle. Numer gg już podałam- jak ktoś ma uwagi to pisać. Miłego czytania. Yo Ane.
***
Historia Akiro
Pewnego dnia dostał ofertę od bogatego człowieka z miasta. Chciał go namówić do współudziału w firmie proponując wysokie wynagrodzenie. Ojciec oczywiście się zgodził. Musieliśmy się przeprowadzić do miasta. Z początku nienawidziłem tego miejsca. Denerwował mnie hałas i brud, ale po pewnym czasie zacząłem też zauważać lepsze strony. Rodzice zapisali mnie do szkoły, gdzie poznałem wielu ciekawych ludzi… Miałem najlepsze stopnie z całego rocznika. Przez pewien czas byłem szczęśliwy. Potem coś się zaczęło zmieniać. Ojciec przychodził coraz później do domu. Często pijany. Nieraz przez ściany pokoju słyszałem, jak się kłócili z matką. Kochałem ich oboje, ale ojciec stawał się potworem. Nie mogłem uwierzyć, że aż tak się zmienił. Raz chciał nawet uderzyć matkę i gdy stanąłem przed nią to mi się dostało. Miałem dosyć. Chciałem stamtąd uciec, ale wiedziałem, że jeśli odejdę matka sobie sama nie poradzi. Zostałem.
Z czasem było coraz gorzej. W końcu gdy pewnego dnia wróciłem wieczorem do domu i zobaczyłem matkę leżącą martwą na podłodze- zacisnął ręce w pięści- To on ją zabił. Widziałem rozbitą butelkę. Upił się i stracił nad sobą panowanie. Nie miałem już po co żyć. Spakowałem wszystkie ważne dla mnie rzeczy i uciekłem. Błąkałem się po górach aż znalazłem drewnianą chatę. Była opuszczona i w nie najlepszym stanie, ale to mi wystarczyło. Po paru dniach, gdy już się trochę otrząsnąłem postanowiłem ją wyremontować i zamieszkać tu na stałe. Wątpiłem, żeby ktoś do niej wrócił. Nie myliłem się. Od tej pory tutaj mieszkam… Miałem wtedy piętnaście lat…
- O bogowie…- powiedział cicho Unai- Nie powinienem Cię o to pytać. Nie wiedziałem…
- Nie obwiniaj się. Chciałem, żebyś to usłyszał.- powiedział Akiro- Ból już minął, ale nadal pamiętam… Jesteś pierwszą osobą, której to mówię. I chyba jedyną…
- Ja…- zaczął brunet. Pokręcił głową- Nie wiedziałem, że przeszedłeś przez coś takiego. Zawsze byłeś taki radosny. Nawet bym nie pomyślał…
- To teraz już wiesz…- powiedział Akiro
W pokoju zapadła niezręczna cisza. Unai nie mógł uwierzyć w to, co właśnie przed chwilą usłyszał.
„Nie wiedziałem, że on… Na wszystkie żywioły, przez co on przeszedł!”
Nie mógł sobie wyobrazić co by zrobił, gdyby coś takiego przydarzyło się jemu. Tak bardzo mu współczuł. Jednak nie miał pojęcia, jak może mu pomóc. Chciał coś powiedzieć, ale gdy tylko zamierzał otworzyć usta, dochodził do wniosku, że to i tak mu nie pomoże.
- Mogę Ci jakoś pomóc?- spytał cicho
- Wystarczy mi, że tu jesteś…- powiedział blondyn- Nic więcej nie możesz zrobić. Nikt nie może. Zresztą i tak już dałeś mi więcej niż ktokolwiek w całym moim życiu. Gdyby nie ty, teraz pewnie siedziałbym tu sam i myślał o tym wszystkim. Wiesz… Czasem się zastanawiam, czy ktoś tego nie zaplanował. Znaczy… Może miałem Cię wtedy znaleźć. To takie dziwne…
- Wiem. Też tak czasami myślę- odparł brunet- Kto wie… Może masz rację.
- Wiesz, że niedawno nawet myślałem, czy nie odebrać sobie życia i po prostu z tym wszystkim skończyć…- powiedział Akiro- Gdyby to wszystko się nie wydarzyło być może byłbym teraz martwy…
- Dobrze, że tego nie zrobiłeś…- powiedział z ulgą Unai
Blondyn westchnął.
- Dobrze?- powiedział- A kto by za mną tęsknił? Nikt by nawet nie wiedział, że umarłem…
- Ja bym wiedział…- powiedział brunet
- A gdybym Cię nie spotkał? Kto wie, co by się wtedy stało…
- Więc dobrze, że tu jestem- powiedział zielonooki
- Teraz. Ale potem prawdopodobnie odejdziesz. Wątpię, żebyś chciał tu ze mną mieszkać…- powiedział mężczyzna wpatrując się ze smutkiem w okno.
- Nie mów tak!- zaprotestował- Skąd wiesz, że nie chcę tu zostać?
- A chcesz?- spytał Akiro
- Ja… Sądzę, że i tak nie mam po co wracać. Mógłbym spróbować i zbudować wszystko od nowa, ale co to by było za życie… Nie. Sądzę, że tu zostanę. Nie zostawię Cię samego.
- Przepraszam… Nie chciałem żeby…- urwał blondyn- To zabrzmiało jakbym za wszelką cenę chciał Cię zatrzymać.
- Nie. Dla mnie to zabrzmiało po prostu jak normalne pytanie. Gdybym był na twoim miejscu, też chciałbym to wiedzieć.
W pomieszczeniu znowu nastała cisza.
- Robi się już późno- zauważył Akiro- Na pewno jesteś już zmęczony. A poza tym musisz teraz odpoczywać, jeśli chcesz wrócić do zdrowia. Porozmawiamy jutro.
Unai rzeczywiście czuł ogarniające go coraz bardziej zmęczenie.
- Masz rację- powiedział- Porozmawiamy jutro…
Akiro wstał i podszedł do stojącej na stoliku lampy. Podniósł szklany klosz i zdmuchnął knot. W pokoju zapanowała atramentowa ciemność. Unai słyszał, jak blondyn podnosi kołdrę i kładzie się na łóżku.
- Dobrej nocy Unai- usłyszał
- Dobrej nocy- odpowiedział z uśmiechem
- Co prawda wątpię, czy będzie ona dobra… - mruknął Akiro- Ale na pewno lepsza niż inne.
- Nie myśl już o tym…- powiedział- Sam mówiłeś, że to nic nie da.
- Masz rację… To nic nie da. Nie wiem tylko, czy cokolwiek coś da…
-Wiesz…- zaczął brunet- Ja też straciłem rodziców. Matka zmarła jak byłem jeszcze małym chłopcem. Prawie w ogóle jej nie pamiętam. A ojciec zmarł jak miałem siedemnaście lat…
- Ja…- zaczął Akiro- Przepraszam.
- Za co?
- Sam się skarżyłem, a nawet nie pomyślałem, że ty mogłeś przeżyć coś podobnego. Wybacz mi. Jestem strasznym egoistą.
- Nie mogłeś wiedzieć.- powiedział Unai- Teraz już lepiej śpij. Jutro oboje musimy być wypoczęci…
-Masz rację…- powiedział sennym głosem Akiro- Może i ta noc nie będzie taka zła…
Nie wiedział co ma odpowiedzieć. Westchnął i owinął się puchową pierzyną. Położył głowę na poduszce i zaczął wpatrywać się w sufit. W jego głowie kłębiły się natrętne myśli. Mógł wrócić do domu, starać się zapomnieć o Rei i zacząć życie od nowa ale musiałby wtedy opuścić Akiro… Po tym co usłyszał, nie mógł go teraz zostawić samego. Poza tym chciał tu zostać. Po raz pierwszy od śmierci ukochanej, poczuł się szczęśliwy. Cieszył się, że jest na tym świecie ktoś, kto przeżył coś podobnego co on i rozumie jego ból.
„ Jestem mu potrzebny, a on mi…”
Do jego umysłu powoli zaczęło napływać zmęczenie. Czuł, jak jego mięśnie się stopniowo rozluźniają a powieki przymykają. Nie miał siły ich podnosić.
Stopniowo zapadał się w miękką ciemność.
„Zostanę…”
Zasnął z uśmiechem na ustach.
***

6 komentarze:
:) Suuuuuper :)
Kocham Fantasy :P
;D
Super czekamy na więcej :)
łojej :]
jejuś ;*
Marudzisz :D
HOT ^^
;D
Prześlij komentarz